Aloha i mahalo, czyli o tym, dlaczego nie warto lecieć na Hawaje?

Hawaje są dla mnie synonimem raju, wolności i szczęścia. Punktem na mapie wymarzonych podróży. Dla wielu jednak pozostają tylko niedoścignionym marzeniem. Jakaś wyspa na środku jakiegoś oceanu. Ktoś się naśmiewa, że pojedzie tam straszyć małpy. Ktoś inny wie, że to jeden z amerykańskich stanów, w którym poza jedzeniem kokosów można też zatańczyć taniec hula. Ja natomiast od ósmego roku życia wiedziałam, że chcę się tam znaleźć chociaż na chwilę.

mapka hawaje

Trasa mojej podróży na Hawaje

Dlaczego więc nie warto tam lecieć?

Skoro wszystko takie ładne, ciekawe, egzotyczne i wymarzone to gdzie szukać minusów? Oczywiście, można ponarzekać, że inna strefa czasowa, podróż samolotem długa i męcząca, wiatr za zimny, fale za duże, a woda zbyt mokra. Jednak prawdziwy powód, dla którego odradzam tej podróży, to zderzenie wyobrażeń o wyspie z rzeczywistością, która może mocno zaskoczyć, a dodatkowo nieunikniona ciężka depresja powakacyjna.

Czasem wyobrażamy sobie różne rzeczy w pięknych barwach. Ja co roku wyobrażam sobie szampańskiego sylwestra, bo znajomi zaczynają atakować pomysłami na „super sylwka” już w październiku. „Może morze? Albo góry? Albo nie! Wynajmiemy klub”. Wyczekujesz, widzisz tę jedyną w roku noc w najlepszym świetle, nastawiasz się na coś niesamowitego, by 31go grudnia największą radością stało się TESCO czynne do godz. 21, bo przecież alkohol kupiony na ostatnią chwilę smakuje najlepiej. A kolejna domówka to nie taka znowu zła idea…

Tak samo też budujesz różne scenariusze przed wyjazdem na wakacje życia. Oczami wyobraźni widzisz egzotyczną roślinność, słyszysz szum fal i próbujesz lokalnych specjałów. Zamieniasz kilka słów z miejscowymi, robisz kilka zdjęć i check-in’ow na facebooku, opalasz się i nie rozczesujesz włosów. Tyle w Twojej głowie, a co dzieje się po wylądowaniu?

Uświadamiasz sobie, że znowu ktoś Cię oszukał, przekręcił fakty, a wyobraźnia zawiodła. Bowiem to, co miałeś w głowie i na co czekałeś to nic w porównaniu z tym, co zastajesz! Jakikolwiek rajski obraz raju znajduje się w Twoim umyśle, Hawaje zweryfikują go bez znieczulenia.

Pierwszy moment, w którym poczułam namiastkę hawajskiego klimatu, to chwila, z którą weszłam na pokład samolotu lecącego z Dallas do Honolulu. Stewardessy z hawajskimi kwiatami we włosach, charakterystyczna dla wyspy muzyka i miejscowi, wracający z lądu do domu. Nigdy nie spotkałam się z taką dbałością o szczegóły na żadnym międzystanowym locie. Nie ma country w głośnikach w drodze do Austin, a załoga samolotu nie ma elementów garderoby rodem z Disneya w drodze do Orlando. Po części na pewno wynika z unikatowości całego stanu Hawaje, ale tak czy inaczej miło jest poczuć klimat miejsca, do którego się udajemy, już w samolocie. Podczas 7 godzinnego lotu należy znaleźć chwilę na wypełnienie specjalnego formularza, który mówi m.in. o wwożeniu rzeczy, które mogą być szkodliwe dla flory i fauny wyspy, podkreśla jej unikatowość oraz wyłudza wiele informacji jak np. powód, dla którego przyjeżdżamy na Hawaje.

Wyspa O’ahu z okna samolotu

Wyspa O’ahu z okna samolotu

Różnica czasu pomiędzy Teksasem a Hawajami to 5 godzin. Zaraz po wylądowaniu, lekko zdezorientowana, z poczuciem tego, że cofnęłam się w czasie, a mój dzień szybko się nie skończy zaczęłam kombinować jak najszybciej i najtaniej przetransportować się do hostelu. Idąc w kierunku komunikacji miejskiej uśmiechałam się do charakterystycznie ubranej obsługi lotniska i zbierałam wszystkie dostępne przewodniki po wyspie – dalej lekko niedowierzając, że to co się dzieje, dzieje się naprawdę i rzeczywiście jestem na wymarzonych Hawajach.

A tak wyglądało moje pierwsze hawajskie śniadanie zaraz po wylądowaniu

Tak wyglądało moje pierwsze hawajskie śniadanie zaraz po wylądowaniu

A co spotkało mnie podczas pobytu, gdzie mieszkałam, co jadłam, co zobaczyłam, dowiecie się w kolejnym wpisie. A więc czekajcie, niebawem ciąg dalszy!:)

aloha

Aloha – witamy na Hawajach!

A teraz pytanie do Was – jakie jest Wasze wymarzone miejsce, które mieliście już okazję odwiedzić lub dopiero planujecie to zrobić?

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Agata Stachowska

    Dla mnie największą atrakcją na Hawajach byłoby wypicie wody kokosowej prosto z kokosa :D A moje wymarzone miejsce na tę chwilę to wybrzeże Kornawalii w UK

  • Zazdroszczę. I czekam na kolejną relację! Mam nadzieję, że będę mogła tak kiedyś zawitać:) Moim wymarzonym miejscem na tę chwilę jest Tadż Mahal (czy jak to się tam pisze) w Indiach:)

  • Florka

    Dubai <3 lec ze mna do Dubaju <3

  • Blanka Winiarska

    W loterii varty można wygrać wycieczkę na Hawaje i to chyba jedyna szansa dla mnie, żeby tam pojechać, przynajmniej na razie. Hawaje i Kornwalia to moje 2 największe marzenia :)