Bierzemy misia w teczkę. A może kogoś jeszcze?

A poza misiem jakiegoś współtowarzysza wyprawy albo 96 i ruszamy w drogę. Tym, którzy pozostawiają opcje „solo” innym sytuacjom życiowym i nie wyobrażają sobie samotnych podróży, na pewno nieraz przytrafiło się coś ciekawego tylko ze względu na fakt, że podróżowali z partnerem. Najczęściej bywa tak, że towarzysze podróży inicjują wiele pozytywnych wydarzeń i tworzą podatny grunt do kreowania cudownych wspomnień, ale zdarza się też, że jedyne co chcesz z nimi zrobić to  zgubić, zjeść albo zabić.

I tak, jak zdarzało mi się podróżować w pojedynkę, w dużej grupie lub z jedną osobą u boku, tak do tej pory nie udało mi się odpowiedzieć na pytanie, która z opcji jest jednoznacznie najlepsza. W każdej z nich doszukamy się plusów i minusów.

O podróżowaniu z przyjacielem

Wydaje się, że podróżowanie ma czynić wolnym i szczęśliwym. Tylko jak o tym pamiętać, gdy Twój współtowarzysz ma pęcherz wielkości naparstka, a spija 3 litry wody dziennie, dając Ci możliwość poznania wszystkich ubikacji, wychodków, krzaków i ustępów w okolicy. Co zrobić, jeśli jego interesuje architektura zarówno każdej napotkanej po drodze budki z kebabami, jak i kościołów, a Ty w tej kwestii potrafisz z ledwością odróżnić styl gotycki od romańskiego. Przy czym i tak najbardziej satysfakcjonuje Cię, gdy powiesz „no ładny ten Kościół”. Jak cieszyć się słońcem, gdy jemu ciągle jest za gorąco i szuka cienia? Jak napawać  się spacerem promenadą, gdy zamiast szumu fal i skrzeczenia mew słyszysz jego narzekanie na odcisk na stopie, zapociszki pod pachami, albo spodnie ze zbyt małą domieszką bawełny, które nie przepuszczają powietrza.

Chciałabym móc wysypać z rękawa ze dwie oczywiste porady – nie jedź z tym kogo nie znasz, podróżuj z przyjaciółmi. Ale to wcale tak nie działa. Kiedyś ktoś mądry powiedział, że jeśli nie jesteś pewien czy chcesz poślubić drugą osobę i spędzić z nią resztę życia – jedź z nią na wycieczkę. Ale nie na tydzień do Bułgarii czy odwiedzić ciocię pod Berlinem, a na coś bardziej dzikiego i egzotycznego. Nie ma lepszego sposobu na poznanie drugiej osoby niż wspólne podróżowanie. I nie tyczy się to tylko związków damsko męskich.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że znasz na wylot swojego przyjaciela, bo przecież nikt na osiedlu nie ulepił tylu babek co Wy, nikt nie wypił tyle piwa na trzepaku i nikt nie wie o Tobie tyle co Przemo z klatki obok, to w podróży możesz odkryć, że Przemo to wcale nie taki kozak na jakiego pozuje. Boi się deszczu, brzydzi materaca w hostelu i nie wie, jak ugotować makaron. Do czego zmierzam? Do najświętszej prawdy, która mówi, że w podróży z przyjacielem niczego nie da się ukryć. Spędzacie ze sobą 24h na dobę, jecie razem, razem zwiedzacie, odkrywacie, planujecie i wspólnie radzicie sobie z kryzysami. Możesz udawać kozaka, jak Przemo, ale na pewno nie sprawdzi się to na dłuższą metę.

Wspólna podróż autostopem potrafi zweryfikować wszystko - w końcu to nie wczasy all inclusive

Wspólna podróż autostopem potrafi dużo zweryfikować – w końcu to nie wczasy all inclusive (Czechy 2012)

Podróżowanie z nieznajomymi

Jeśli chodzi o podróże z nieznajomymi, to są one jak totolotek. Można wygrać wiele, gdy trafisz na bratnią duszę lub przegrać dwa złote, gdy okaże się, że osoba z którą przyszło Ci dzielić wyprawę, jest zupełnie z innego świata. Wielkim ułatwieniem jest fakt, że możecie się po prostu rozstać podczas podróży i już nigdy więcej na siebie nie trafić. No chyba, że połączyły Was wycieczkowe zobowiązania – wtedy nie zazdroszczę.

Mi osobiście nigdy nie udało się zaplanować i zrealizować wyjazdu od „A do Z” z zupełnie obcą osobą, ale kilku znajomych dzięki portalowi autostopik.pl znalazło współtowarzyszy wymarzonych podróży (z różnymi efektami końcowymi). Zaznaczę tylko, iż nie szczególnie przykro mi, że nigdy nie  pojechałam w nieznane miejsca z nieznanymi ludźmi. W zupełności wystarczył mi fakt kontynuowania samotnie rozpoczętej wycieczki na Hawaje z Piotrkiem, którego poznaliście już w poprzednich wpisach.

..z Piotrkiem, który przydawał się np. do robienia zdjęć

…z Piotrkiem, który przydawał się np. do robienia zdjęć (Hawaje 2014)

Dlaczego warto podróżować z drugą osobą?

Wcześniej wspomniałam o negatywnych stronach podróżowania z drugą osobą. Niesprawiedliwe byłoby zupełne pominięcie plusów takiej sytuacji. Bo przecież dobrze jest wypić zimne piwo z ładnym widokiem, wieczorową porą. A wtedy na pewno potrzebujemy kogoś, kto potrafi otworzyć butelkę kluczem lub zapalniczką. Lepiej jest wysłużyć się też czyjąś ręką do posmarowania pleców kremem z filtrem, oddać jedzenie, które Ci nie smakuje, liczyć na to, że ominie Cię rozstawianie namiotu, albo po prostu najzwyczajniej w świecie porozmawiać o życiu i śmierci.

Jeśli chodzi o wyjazdy bardzo zorganizowane, tak jak ten wcześniej wspomniany 96 osobowy wyjazd studencki, którego byłam częścią, to pomimo bardzo luźnego klimatu, który tam panował, oceanu wódki wymieszanego z rzeką wina i rwącym potokiem piwa, nie jest moim priorytetem powtórzenie czegoś takiego. Byłam tam razem z piątką bardzo dobrych znajomych i większość czasu spędzaliśmy w swoim precyzyjnie wyselekcjonowanym gronie i tylko denerwował nas fakt, że ktoś nam coś narzuca z góry i organizuje. Od zawsze wiedzieliśmy, że sami dla siebie jesteśmy najlepszymi animatorami czasu wolnego.

Oto nasze coming out - Aneta i Agata, czyli najlepsze animatorki swojego czasu wolnego. Kijów 2011

Oto nasze coming out – Aneta i Agata, czyli najlepsze animatorki swojego czasu wolnego (Kijów 2011)

Każda wycieczka uczy i czyni lepszym. Daje możliwość dokładniejszego poznania siebie i otwiera nowe możliwości. Tylko od Ciebie zależy, w jakiej kombinacji zdecydujesz przeżyć swój najbliższy wyjazd – 1+0, 1+1 czy 1+96. Każdy wybór wiąże się z ryzykiem, tak samo jak każdy z nich może być podstawą scenariusza opowieści, którymi usypiać będziesz swoje wnuki. I spora jest też szansa na to, że zmieniając ich pieluchy, z uśmiechem przypomnisz sobie o przyjacielu ze słabym pęcherzem, przez którego Wiedeń całe życie kojarzył Ci się z wielką toaletą. Dojdziesz też do wniosku, że jednak wcale nie było tak źle, bo nie jest ważne odhaczenie wszystkich punktów turystycznych ze słabego przewodnika, a tworzenie swoich wspomnień!

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus