Byłam na Bronxie

Co widziałam, po co tam pojechałam i dlaczego nigdy więcej nie kupię kurczaka z frytkami w podejrzanej budce, wypełnionej jeszcze bardziej podejrzanymi osobnikami w dzisiejszym wpisie!

Patrząc na mapę Nowego Jorku, Bronx zawsze rysował mi się w podobnym barwach do tych,w których człowiek zachodu widział Polskę w czasach zimnej wojny. W kolorze żelaza. Była tam niewidoczna żelazna kurtyna, którą zawsze chciałam przekroczyć, ale coś mnie zatrzymywało. Być może potrzebowałam, żeby ktoś oznajmił mi, że po prostu tam jedziemy. Teraz, zaraz, w tym momencie. Bez kombinowania i planowania.

bronx foto

Bronx tylko z nazwy owiany jest tajemnicą, czujesz delikatny dreszczyk emocji tylko do momentu, w którym wysiądziesz z metra

Gdy odwiedził mnie kolega z głową pełną szalonych pomysłów, poznany na najbardziej spontanicznej wycieczce życia, mogłam się spodziewać, że to właśnie z nim będzie mi dany spacer po Bronxie.

Przygotowaliśmy się odpowiednio do podboju Bronxu, wypijając butelkę whiskey. Zyskaliśmy nieśmiertelność i super moce, które miały gwarantować nam przeżycie największej wojny gangów w historii Bronxu. W poszukiwaniu przygód ruszyliśmy przed siebie.

bronx foto 2

Jedną z super mocy była nieprzemakalność, bowiem tego dnia deszcz nie przestał padać nawet na chwilę

Bronx to dość spora dzielnica, zajmująca powierzchnię 109 km. kw. Przemierzyliśmy znaczącą jej część, ale ciężko było zachwycić się budynkami czy widokami.

bronx 3

Widok z mostu nad Harlem River

Ciężko było też docenić kulinarną stronę Bronxu w momencie, w którym zdecydowaliśmy się kupić 20 nóżek z kurczaka z frytkami. Dobrze, że zdecydowaliśmy się na opcję na wynos, a konsumpcję rozpoczęliśmy kilka kroków za lokalem, w którym dokonaliśmy zakupu życia. W innych okolicznościach są spore szanse, że doszłoby do nieporozumień na linii klient – sprzedawca. Wierzcie lub nie, ale te kurczaki śmiało można by mianować największą kulinarną porażką. Smakowały jak stary olej z przyprawą. Frytki nie były wcale lepsze. Narzekania i ubolewanie nad tym, jakie to obrzydliwe nie pozwoliły przestać ich jeść. A ja dodatkowo biłam swoje rekordy w kopnięciu kością w dal.

W głębi duszy oczekiwaliśmy oczywiście jakiejś akcji. Chcieliśmy poczuć prawdziwego ducha Bronxu. Dlatego też wdaliśmy się w pogawędkę z miejscowymi, których spotkaliśmy w sklepie monopolowym. Afroamerykanin był klientem, a latynos sprzedawcą. Idealna reprezentacja zamieszkującej opisywaną dzielnicę ludności. Byli nieco zdziwieni naszym spacerem bez celu po Bronxie w sobotnią deszczową noc. Mówili też, że to dosyć niebezpieczne przedsięwzięcie. Nie uwierzyliśmy im. Nasze zaufanie zdobyli jednak w inny sposób. Uwierzyliśmy, że zakup Four Loko to dobry wybór. Jest to drink w wielkiej puszce z kosmiczną zawartością alkoholu i o jeszcze dziwniejszym smaku niebieskiego huraganu.

bronx 4

bronx 5

Po kilku godzinach spaceru czuliśmy, że w tej dzielnicy nic ciekawego nie ma prawa się już przydarzyć. Udaliśmy się więc na przystanek metra w kierunku Manhattanu. A ja tylko, by się upewnić, zapytałam współtowarzysza wyprawy, czy nie jest fanem baseballu, bo stadion New York Yankees jest obok ZOO i ogrodu botanicznego tym, co przyciąga turystów na Bronx. Do momentu, gdy ktoś umie czerpać radość z nocnych przechadzek po okrytej złą sławą dzielnicy.

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus