Czy warto spędzić jeden dzień swojego życia na wyspie Paquetá?

Za każdym razem, gdy próbowałam nadrobić moje brazylijskie wpisy, scenariusz był taki sam. Włączałam komputer, otwierałam folder ze zdjęciami, które mogłabym dołączyć do artykułu i wraz z tym podwójnym kliknięciem na folder „Brazylia, Rio de Janeiro” odlatywała mi cała chęć do pisania czegokolwiek. I to bynajmniej nie dlatego, że temat mało ciekawy, czy historie nudne. Powodem, dla którego tak ciężko było mi się zmotywować, było rozpływanie się nad wspomnieniami i dzika potrzeba powrotu do miasta, w którym się zakochałam. Do Rio de Janeiro.

Ale zanim opowiem o obowiązkowych punktach turystycznych, jak Sugarloaf czy Copacabana, chciałabym Wam opowiedzieć i pokazać wyspę, na którą warto się wybrać podczas swoich wojaży w stylu carioca.

Mowa o Wyspie Paqueta, a w oryginalnym brzmieniu – Ilha de Paquetá. Położona w Zatoce Guanabara przyciąga ciszą, spokojem i harmonią. Daje poczucie podróży w czasie o co najmniej kilkadziesiąt lat. Jednak to zaledwie w ciągu 70 minut jesteśmy w stanie opuścić tętniące życiem i wypełnione turystami Rio de Janeiro i znaleźć się na kawałku lądu, na którym nie uświadczymy samochodów i wielkich, krzykliwych reklam z galerii handlowych.

Prom z Praça Quinze de Novembro do Ilha de Paquetá

Prom z Praça Quinze de Novembro do Ilha de Paquetá

Prom w kierunku Paquetá Island odpływa z portu przy Praça Quinze. Łatwo odnaleźć to miejsce, ponieważ znajduje się w samym centrum miasta. Bilet nie należy do najdroższych, a każdy real z 6 (ok. 7zł) na niego wydanych jest tego warty! Już sama droga na wyspę to czysta przyjemność. Zostawiamy za sobą widok na niesamowicie malownicze Rio, nad którym czuwa i góruje Christ the Redeemer. Dla mnie największą frajdą podczas całej drogi było obserwowanie lądujących na krajowym lotnisku Rio samolotów.

Port lotniczy Rio de Janeiro-Santos Dumont

Port lotniczy Rio de Janeiro-Santos Dumont

Nie tylko obserwowanie sprawiało mi przyjemność. Sam fakt lądowania jest unikalny i niepowtarzalny. Kiedy samolot jest tak nisko, że wszystko wskazuje na to, że pilot za chwilę posadzi go na ziemi, Ty widzisz pod sobą tylko wodę. Myślisz, że to już koniec i całe życie staje Ci przed oczami, gdy nagle zupełnie niespodziewanie, znikąd rodzi się pas lotniska. To przeżycie doczekało się upamiętnienia w piosence Toma Jobima – Samba do Avião. Obok emocji, jakie towarzyszą mu podczas powrotu do Rio, śpiewa on także o „błyszczącej wodzie, zbliżającym się pasie startowym i o tym, że jesteśmy… lądujemy”. Posłuchajcie oryginału piosenki. 

Ilha de Paquetá

Ilha de Paquetá

A tak wygląda wyspa, czyli miejsce naszej dzisiejszej destynacji. Jedna z dzielnic miasta Rio de Janeiro, jako jedyna zamieszkana jest przez cywilnych rezydentów i nie ma połączania siecią dróg i mostów z kontynentem. Na zdjęciu poniżej widzicie popularny sposób poruszania się po wyspie.

Wyspa Paquetá, zmotoryzowanym wstęp wzbroniony

Wyspa Paquetá, zmotoryzowanym wstęp wzbroniony

Podczas pierwszych kroków postawionych na wyspie ta latarnia z pewnością przykuwa uwagę.

Krzywa latarnia

Krzywa latarnia

Wiatr wiejący przez lata w tym samym kierunku, zdaje się zmuszać ją do pokłonów.

Plaża

Plaża

Brak turystów i puste plaże, jakie zastałam, spowodowane było tym, że wyspę zwiedzałam w ciągu tygodnia. Ponadto miesiąc nie był chyba najbardziej atrakcyjnym, ponieważ trafiłam w to miejsce na początku marca.

Pusta uliczka

Pusta uliczka na wyspie

Puste, ciche uliczki, na których tylko od czasu do czasu mijali nas miejscowi, doprowadziły do miejscowej restauracji, w której poza muchami i kelnero-barmano-kucharzem nie było nikogo. Byłam pewna, że zaznamy tam prawdziwej, brazylijskiej kuchni.

Restauracja Ilha de Paquetá

Restauracja na Ilha de Paquetá

Oczywiście na stole ryż, przepyszna wołowina i feijoada. Wielozadaniowy Pan, który był również właścicielem tej restauracji, dopytywał o poziom polskiej drużyny piłkarskiej, o naszą kuchnię i towarzyszył nam przez cały czas konsumpcji. Zostawiłam tam najszczerszy i najbardziej zasłużony napiwek! Jedzenie było przepyszne, chociaż wystrój restauracji prawdopodobnie nie zachęciłby wszystkich.

Dalsze spacery po wyspie doprowadziły nas do miejsca, które widzicie poniżej.

Park Paquetá Island

Parque Natural Municipal Darke de Mattos

Z punktu widokowego położonego na terenie parku, można napawać się widokiem na całą wyspę!

Widok na wyspę

Widok na wyspę

A poniżej zdjęcie punktu widokowego i wzgórza, z którego zeszliśmy na dół, by obserwować zachód słońca.

Punkt widokowy

Punkt widokowy

Sunset Paquetá Island

Sunset Paquetá Island

Łódka z miejscowym rybakiem

Łódka z miejscowym rybakiem

Pan z łódki prosił o oznaczenie go na facebooku. Pewnie byłby zawiedziony, gdyby dowiedział się, że trafił jedynie na „z walizką”, a imienia nie udało mi się zapamiętać. Za to zapamiętałam dokładnie drogę na tę niepowtarzalną wyspę. Nie jest to miejsce dla każdego. Nie ma tam ekstrawaganckich dyskotek, ekskluzywnych restauracji i zabytków, które musisz zobaczyć, zanim zostaniesz mamą. Jest za to spokój, cisza. Harmonia niezmącona nawet odrobiną spalin czy klaksonów. A przede wszystkim jest tam tak, że jak patrzę na to zdjęcie, to żałuję, że nie zostałam tam etatowym rybakiem, żyjącym w swojej małej, cichej chatce z rowerem opartym o płot.

Najlepszy chill w historii chillu:)

Najlepszy chill w historii chillu:)

 Zachęciłam Was choć trochę do przeżycia jednego dnia na tej wyspie?

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus