Foz do Iguaçu

Inaczej niż planowaliśmy znaleźliśmy się po brazylijskiej stronie jednego z cudów natury, czyli Wodospadów Iguaçu. Zlokalizowane w Iguaçu National Park w pobliżu niewielkiego miasta Foz do Iguaçu przyciągają setki turystów każdego dnia. Zwabiły też i nas, stając się jednocześnie naszym pierwszym przystankiem.

Nie na długo, bo spędziliśmy tam zaledwie jeden dzień. Oczywiście chcąc odkryć i poznać okolicę nieco lepiej, 24 godziny zdają się być niczym, jednak przez znaczące opóźnienie naszego lotu tylko tyle mogliśmy poświęcić na to miejsce. Na szczęście nadal mogliśmy rozkoszować się urokiem natury tego regionu.

Przy wyborze noclegu kierowaliśmy się głównie kryterium bliskości lotniska i wodospadów. Ostatnie chwile na lotnisku w Sao Paulo spędziliśmy więc na wyszukiwaniu noclegu idealnego i taki też udało nam się znaleźć. Eco hostel Iguaçu to nie tylko dobre położenie, ale i cena przyjazna backpackersom.

Zdecydowaliśmy się, że ponad dwukilometrowy dystans od lotniska pokonamy pieszo. Po drodze zapytaliśmy jedynie miejscowych, czy idziemy w dobrym kierunku. Zgodnie z brazylijskim pozytywnym nastawieniem pan z jakiejś lokalnej małej firmy, zajmującej się bliżej nieokreśloną działalnością, sprawdził w internecie, gdzie znajduje się miejsce, do którego zmierzamy. Zadzwonił też do hostelu, by z pewnością i dumą z powodu spełnienia dobrego uczynku oświadczyć nam, że:

Tam prosto, potem w lewo i jeszcze raz w lewo

Bogatsi o tę wiedzę szliśmy brzegiem ulicy, zwracając uwagę na mijające nas samochody. Jako że znawca motoryzacji ze mnie żaden, a samochody rozróżniam jedynie po kolorze, to Kuba mówił mi, co jest niesamowitego w co drugim mijającym nas aucie.

Tego modelu to nie ma w Europie już od 1993r. A Fiat Brasilia to jakiś kosmiczny wynalazek!

Te ciekawe spostrzeżenia na temat brazylijskiej motoryzacji nie ukoiły jednak mojego pragnienia. A że nie mieliśmy ze sobą wody, to stoisko z kokosami było niczym objawienie! Przysiedliśmy na chwilę przy stoliku z panią, która tam sprzedawała, po czym ruszyliśmy dalej.

W końcu znaleźliśmy drogowskaz do hostelu ukrytego w ciszy i zieleni. Przez ostatnie 500 metrów moje myśli krążyły jedynie wokół tego, jak będę szczęśliwa, gdy zrzucę plecak.

Po godzinie byliśmy gotowi do wyjścia, tym razem bez zbędnego balastu. Zajęło nam 10 minut, by znaleźć się pod bramą do parku. Wstęp to 56,30R$. Pierwszy autobus odjeżdża o 9, a ostatni wraca spod wodospadów o 18.30. Po drodze jest kilka opcjonalnych przystanków jak np. Macuco Safari Stop, gdzie za dodatkową opłatą można odbyć podróż łódką czy Poço Preto Trail Stop opisywany jako ecoadvenure, czyli 9-kilometrowa ścieżka, którą można pokonać pieszo lub rowerem. Poza tym każdy znajdzie coś dla siebie, od spływu kajakiem, przez wspinaczkę i rafting, aż po przelot helikopterem nad wodospadami.

Na jakąkolwiek opcję zwiedzania się nie zdecydujemy, gwiazdą są zawsze one – wodospady! Tworzone są przez wody rzeki Iguaçu (co w języku Tupi-Guarani oznacza po prostu wielką wodę). Rzeka ma swój początek we wschodniej części miasta Curitiba, w przybrzeżnym łańcuchu górskim Serra do Mar, o czym można dowiedzieć się od przewodnika w pociągu Serra Verde Express, jadącego do Morretes (o tym przy okazji następnego wpisu).

Powstanie wodospadów datuje się na czasy dość odległe od naszych. Jakieś 150 milionów lat temu! Dziś to 275 wodospadów, a każdy z nich warty nie tylko utrwalenia na zdjęciu, ale też chwili zadumy nad wielkością i siłą natury. Jeden z najbardziej widowiskowych elementów to przepaść o wdzięcznej nazwie Devil’s Throat, do której lepiej nie zbliżać się bez płaszcza przeciwdeszczowego, bowiem po kilku sekundach ciężko o suchy centymetr kwadratowy na ciele.

Poniżej możecie zobaczyć kilka zdjęć z opisywanego miejsca i pomimo, że pogoda nie była idealna, bo brak słońca i zachmurzenie odbierają nieco uroku temu miejscu, to efekt wow dalej występuje.

Wodospady Iguazu

Wodospady Iguazu

Wodospady Iguazu

Wodospady Iguazu

Wodospady Iguazu

Wodospady Iguazu

Bez wątpienia wodospady to punkt obowiązkowy dla wszystkich odkrywców południowej części Brazylii. Co prawda nie widziałam Niagary, ale Kuba mówi, że przegrywa rywalizację z Iguaçu już na przedbiegach. Jedyne na co trzeba uważać, to te słodkie, ale mogące zaatakować – quatis.

Być może uda nam się odwiedzić argentyńską stronę w drodze powrotnej. Nie trzymamy się jednak sztywnych ram czasowych, zostawiając sobie miejsce na element zaskoczenia. A może argentyńską stronę odwiedzimy, gdy wybierzemy się na podbój Argentyny?

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Znam wiele magicznych miejsc w Brazylii, ale wodospady Iguacu są w absolutnej czołówce. Byłam w 2014 roku, po obydwu stronach i argentyńska podobała mi się bardziej, co przyznaję z bólem serca, jako fanka Brazylii :)