Gdzie, co i za ile zjeść, będąc w Paryżu?

Czyli pytanie, które często zadają sobie turyści (i pasjonaci jedzenia zarazem), wybierający się do tego miasta. Bo przecież francuska kuchnia, bo Paryż, bo smacznie, bo klimatycznie. Nie wyobrażam sobie podróżowania bez kulinarnych uniesień. Może wydawać się to dziwne, ale planowanie wyjazdu zaczynam najczęściej od znalezienia wartych odwiedzenia restauracji, wyszukania typowych dla danego regionu produktów, na które warto zwrócić uwagę w sklepach. Mowa tu także o trunkach – bo nawet najlepsze danie bez dobrego wina czy piwa jest po prostu łyse.

I tak myśląc: Niemcy – mam przed oczami currywurst i piwo pszeniczne, Włochy – pizza i limoncello, Hiszpania – wszelkiego rodzaju tapasy, sangria i . Czechy to knedliki, Ukraina barszcz i pierogi. A Francja? Francja to oczywiście kraj winem i szampanem płynący. Za jedzeniowy cel obrałam natomiast zupę cebulową, kaczkę, ślimaki, mule no i ze słodkich przekąsek makaroniki.

Gdzie na obiad?

Będąc w Paryżu obiady zdecydowanie polecam jeść na mieście, w lokalnych restauracyjkach i knajpkach. Ja zawsze patrzę na to, które z nich cieszą się największą popularnością wśród paryżan i jeszcze nigdy się nie zawiodłam.

Uwierzcie, że jedzenie w Paryżu to najmniejsza część wydatków związana z wizytą w tym mieście. W większości restauracji w godzinach 12.00-18.00 można załapać się na lunchowe happy hours. Ceny zestawów to najczęściej 10, 15 i 20 euro, ale to już w tych droższych lokalach. Większość zlokalizowanych przy głównych szlakach restauracji posiada w porze lunchu dwie ceny – 10euro i 15 euro. Droższa opcja ma po prostu większy wybór dań do skomponowania swojego własnego zestawu. Za te kwoty otrzymujemy przystawkę, danie główne i deser. Jedyne, za co musimy dopłacić to napoje, a ich ceny są całkiem przystępne. Zapłacimy ok. 5 euro za litrową butelkę wody Perrier, a 10 euro za butelkę tradycyjnego wina białego lub czerwonego. Jeśli więc na obiad idzie się w kilka osób, to koszty są znikome. W lepszych lokalach z droższym lunchem napoje są wliczone w cenę – najczęściej jest to napój zimny i ciepły, a więc np. wino do obiadu i kawa do deseru.

Bouillon Chartier, czyli restauracja, którą koniecznie musicie odwiedzić

Oprócz zestawów lunchowych polecam też choć raz wybrać się do restauracji z prawdziwego zdarzenia. Z pięknym wystrojem wnętrza w środku, paryskim klimatem i dostojnymi kelnerami. My tak właśnie zrobiłyśmy, a na naszym celowniku znalazł się Bouillon Chartier. Bo czy istnieje większa przyjemność niż rozkoszowanie się pysznymi francuskimi potrawami, tradycyjnym winem i pięknym wnętrzem naraz?

Wejście do Bouillon Chartier jest dość niepozorne

Wejście do Bouillon Chartier jest dość niepozorne

Jednak sama restauracja znajduje się na dziedzińcu i to już jej główne wejście - z drewnianymi obrotowymi drzwiami

Jednak sama restauracja znajduje się na dziedzińcu i to już jej główne wejście – z drewnianymi obrotowymi drzwiami

A tak prezentowało się wnętrze restauracji

A tak prezentowało się wnętrze restauracji

Czujecie ten klimat?

Czujecie ten klimat?

Jednak ostrzegam – w francuskich restauracjach z tradycjami istnieją marne szanse na otrzymanie menu po angielsku. Dlatego też wizyta w Bouillon Chartier wiązała się z jedną trudnością – problemem rozszyfrowania francuskich nazw. I o ile ja szłam tam z nastawieniem na ślimaki i kaczkę – rozróżniając te dwa dania na karcie, o tyle Justyna i Paulina dopiero miały się zdecydować. I przy niektórych pozycjach nawet słownik sobie nie radził. Na szczęście z pomocą przyszła nam przemiła paryżanka, która biegle posługiwała się angielskim i pomogła rozszyfrować niektóre nazwy. Choć Justyna i tak do ostatniej chwili nie wiedziała, czy aby na pewno otrzyma danie wegetariańskie. Stało się też tak, że frytki okazały się o prostu ziemniakami, a mała butelka dużą butlą wina, które lekko uderzyło nam do głowy.

Wspomniane menu po francusku drukowane jest w formie gazety i codziennie wymieniane na nowe

Wspomniane menu po francusku drukowane jest w formie gazety i codziennie wymieniane na nowe

Ale czym są te błahostki w porównaniu z jakością samych potraw? Ślimaki były zwyczajnie smaczne. Były przyrządzone standardowo i smakowały, jak każde które jadłam w innych francuskich restauracjach. Jednak udko z kaczki było po prostu obłędne. Mięso wręcz rozpływało się w ustach i razem z Pauliną rozkoszowałyśmy się każdym kęsem. Chyba jeszcze nigdy nie zostawiłam tak czystego talerza po jedzeniu.

Ślimaki na przystawkę

Ślimaki na przystawkę

Kaczka na danie główne

Kaczka na danie główne

I czekoladowy suflet na deser

I czekoladowy suflet na deser

Winko za 10 euro, które było wytrawne i idealnie pasowało do jedzenia

Winko za 10 euro, które było wytrawne i idealnie pasowało do jedzenia

Sałatka Justyny z cykorią i serem pleśniowym

Sałatka Justyny z cykorią i serem pleśniowym

Co lepsze, ceny jak na tak znaną restaurację są bardzo przystępne. Do rachunku doliczany jest oczywiście 10% napiwek. Nie mniej jednak, każda z nas zamknęła się spokojnie w kwocie 30 € za przystawkę, danie główne, deser i wino. Sami zobaczcie, ile kosztowały moje dania:

ślimaki – 6,5 €
udko z kaczki z pieczonymi ziemniakami – 9,7 €
czekoladowy suflet – 3 €
duża butelka czerwonego wina – 10 € (oczywiście do podziału)

I nie zdziwcie się, jeśli nie otrzymacie normalnego rachunku. Kelner na bieżąco zapisuje wszystkie dania i ich ceny na papierowym obrusie, a na sam koniec wszystkie pięknie podlicza i dolicza napiwek – wszystko w pamięci!

Z taką formą rachunku w restauracji spotkałyśmy się po raz pierwszy

Z taką formą rachunku w restauracji spotkałyśmy się po raz pierwszy

Gdzie robić zakupy?

Moim ulubionym sklepem spożywczym w Paryżu jest zdecydowanie Monoprix. Ponoć jest on najdroższy z małych sieciówek, jednak lokalizacja przy każdej większej ulicy i różnorodność produktów przemawiają na jego korzyść. Moim zdaniem ceny, za świetnej jakości produkty, które można kupić nawet w filii przy Champs Elysee są przystępne. Oczywiście – przeliczając na złotówki, na pewno nie są to normalne kwoty. Jednak porównując do cen za produkty spożywcze za granicą – choćby w Berlinie, Londynie, Barcelonie, są one przeciętne.

Lubię ten sklep, za jego bogatą ofertę. Można kupić świetne produkty na francuskie śniadanie, lunch czy kolację i próbować, smakować, zachwycać się. Wychodzę z założenia, że jak jadę za granicę to kuchnia i lokalne produkty są jednym z głównych sposobów poznania danego kraju. Jak to mówią – przez żołądek do serca. I dlatego, choć można znaleźć tańsze sklepy, to nie kupi się w nich tylu fajnych produktów, co w Monoprixie, gdzie wybór asortymentu w każdym dziale jest ogromny.

Zobaczcie przykładowo, jak wyglądały i ile kosztowały moje zakupy na kolację:

dsc_3041

Zakupy na kolację, czyli wszystko, co uwielbiam w jednym posiłku – 10,65 €

Poranna kawa

Oczywiście dużo chodząc i zwiedzając, nie obejdzie się bez kawy w ciągu dnia. My zazwyczaj brałyśmy ją na wynos i piłyśmy rozkoszując się paryskimi widokami, m.in. siedząc na schodach od Grande Arche i mając przed sobą panoramę La Defense.

Nie mogło się obyć bez Pumpkin Spice Latte i choć fanką Starbucksa nie jestem to ten sezonowy smak skradł moje serce

Nie mogło się obyć bez Pumpkin Spice Latte i choć fanką Starbucksa nie jestem, to ten sezonowy smak skradł moje serce

Kupując kawę na wynos, najwygodniej zrobić to w znanych sieciówkach. Duże latte w Costa Coffee czy Starbucks to wydatek ok. 4-5 euro.

W jakiej dzielnicy warto jeść?

Fajną dzielnicą dla jedzeniowych uniesień są okolice Notre Dame (zaznaczyłam na mapce). Z dziewczynami nie mogłyśmy się zdecydować, do jakiej restauracji wstąpić na lunch, bo co jedna to lepsza i menu lunchowe bardzo ciekawe. Ostatecznie zdecydowałyśmy się na typowo francuską kuchnię – leżało nam głównie na mulach i zupie cebulowej w formie przystawki. Do tego na danie główne francuskie naleśniki, tyle, że na słono – z szynką i serem. A na deser mus czekoladowy i szarlotka.

Koszt takiego lunchowego zestawu to 10 euro – w kategorii przystawki, dania głównego i deseru były po 4 dania do wyboru, z których można było skompletować własne zamówienie.

Dzielnica Łacińska to idealne miejsce na obiad lub kolację, jeśli akurat przebywacie w okolicy

Dzielnica Łacińska to idealne miejsce na obiad lub kolację, jeśli akurat przebywacie w okolicy

DSC_3327

Choć uprzedzam, wybór restauracji będzie trudny – przy każdej uliczce znajduje się ich naprawdę dużo

Nasz wybór padł na typowo francuską małą restaurację

Nasz wybór padł na typowo francuską małą restaurację

A tu już  moja przystawka, czyli mule

A tu już moja przystawka, czyli mule

I jabłecznik na deser

I jabłecznik na deser

O co chodzi z tymi makaronikami?

Czyli ciasteczka, z którymi po prostu każdy kojarzy Paryż. Pozostawiając kwestię ich smaku gdzieś z boku, spróbować musi ich po prostu każdy. Poza tym, dzięki swoim kolorom, pięknie wyglądają na zdjęciach, więc odżałujcie te 1,7 euro. Tak tak, 1,7 euro za jedno małe ciasteczko i to chyba najniższa cena, jaką widziałam. Chcieliście kupić w prezencie pudełeczko tych pastelowych piękności? Musicie liczyć się z wydatkiem min. 15-17 euro.

Są i makaroinki

Są i makaroniki

Choć w Paryżu byłam trzeci raz, to dopiero teraz spróbowałam makaroników. Wcześniej jadłam ciasteczka, które wyglądały jak one, ale jak się okazało, były zwykłymi bezami z kremem. Jakie było moje zdziwienie, gdy wzięłam pierwszy kęs paryskiego makaronika kupionego w małej cukierni na Montmartre…

Tak prezentowała się wystawa tej małej cukierenki

Tak prezentowała się wystawa tej małej cukierenki

Struktura dwóch złączonych części raczej przypominała mi marcepan, aniżeli bezę. A więc źle – marcepanu nienawidzę, więc nawet smak pistacji nabrał według mnie marcepanowej nuty. Czyli wyczekiwany makaronik okazał się dla mnie porażką – słodkim marcepanopodobnym wyrobem, którego już raczej nigdy nie zjem.

Nasze trzy smaki makaroników - pistacja, ananas, truskawka

Nasze trzy smaki makaroników – pistacja, ananas, truskawka

Nie sugerujcie się jednak moją opinią – dziewczyny swoimi były zachwycone. O ile dobrze pamiętam to zdecydowały się na truskawkowe i ananasowe. Mówiły, że w smaku dominowała soczysta owocowa nuta, a marcepanu nie wyczuły.

I tak właśnie wyglądało nasze odżywianie w Paryżu w ciągu tego 4 dniowego pobytu. Małe śniadanie w hostelu, przekąski z Monoprixu, lunch na mieście, w międzyczasie kawa na podtrzymanie życia i nic więcej do szczęścia nie było nam potrzebne.

To już moja trzecia podróż do Paryża, a nadal czułam nutkę podekscytowania odkrywając nowe zakamarki tego miasta. W kolejnym wpisie możecie się spodziewać relacji z pobytu na La Defense i podążania za turystami z Chin po Montmartre.

A Wy co najbardziej lubicie w Paryżu? Macie swoje ulubione restauracje albo jedzeniowe produkty, do których zawsze powracacie?

Agata Stachowska

Agata Stachowska

Pasjonatka podróży i dobrego jedzenia. Choć sercem bardziej na zachodzie, to w wyprawach zawsze towarzyszy jej radziecki cud fotografii. Uważa, że dane miejsce i kulturę warto poznać od strony kulinarnej - w końcu przez żołądek do serca.
Agata Stachowska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Anna

    Nie licząc śniadań, posiłki we Francji są dla mnie nie miłym wspomnieniem :) bez smaku, za dużo oliwy, i za dużo ,,wydziwiasów” warzywnych i mięsnych. Kość tu, kość tam, mięsa ni ma :D :)) i wino do każdego posiłku, chyba dla zabicia smaku. a poza tym kto ,,normalny” je ślimaki ? ^^
    W prawdziwej kuchnie trzeba się prawdziwie najeść i być szczęśliwym ;) BIGOS RZĄDZI ! :D

  • xxx

    ja polecam sieciówkę Chez Leon
    smaczne mule i inne owoce morza
    promocje i zniżki :) więc drogo nie wyjdzie