Hawaje w pigułce – zestawienie wszystkich hawajskich wpisów Anety

Raz na jakiś czas dobrze jest zrobić porządek wokół siebie. Pozwala to lepiej się skupić i czyni naszą pracę wydajniejszą. Znamy to wszyscy z nocy przed egzaminami, gdy zarówno pajęczyna w kącie, jak i niewidoczny kurz na meblościance są w stanie zniszczyć każdą, chociażby najmniejszą wenę do nauki. My również zdecydowałyśmy się nieco uporządkować naszą stronę.

Na początek zbieramy wszystkie hawajskie wpisy i umieszczamy w kategorii, która niejedno ma imię – moje wakacje życia, najbardziej spontaniczny wyjazd, spełnienie podróżniczego marzenia, ostre pogo, ale zostańmy może przy określeniu hawajskich opowieści jako Hawaje w pigułce.

Bez wątpienia był i w dalszym ciągu jest to wyjazd, o którym nigdy nie zapomnę. Nie pytajcie nawet, ile razy przeglądałam zdjęcia z wyjazdu, pomimo że znam ich kolejność lepiej niż alfabet. Ile razy miałam ochotę wrócić tam tylko po to, by móc jeszcze raz znaleźć się na Road to Hana, zjeść passion fruit i usłyszeć: „Weź może zapnij pasy”. Oddałabym wiele (choć niewiele mam) za jednego łyka miodowego Jacka Danielsa na Waikiki Beach, za małego gryza lokalnej ryby w klimatycznej knajpce i za jeszcze jedno „o kurcze” przy wschodzie słońca na plaży albo jego zachodzie na wulkanie.

Oto krótkie zapowiedzi hawajskich wpisów i linki do nich prowadzące – bierzcie i czytajcie!

Aloha i mahalo, czyli o tym, dlaczego nie warto lecieć na Hawaje?

Hawaje są dla mnie synonimem raju, wolności i szczęścia. Punktem na mapie wymarzonych podróży. Dla wielu jednak pozostają tylko niedoścignionym marzeniem. Jakaś wyspa na środku jakiegoś oceanu. Ktoś się naśmiewa, że pojedzie tam straszyć małpy. Ktoś inny wie, że to jeden z amerykańskich stanów, w którym poza jedzeniem kokosów można też zatańczyć taniec hula. Ja natomiast od ósmego roku życia wiedziałam, że chcę się tam znaleźć chociaż na chwilę… idź do hawajskiego wpisu nr 1

mapka hawaje

Hele i Hoaloha to znaczy Travel i Friend, czyli dla kogo są Hawaje?

Każdy znajdzie coś dla siebie
Dla każdego coś miłego
Na każdą kieszeń
Twój sąsiad już tu był
Multum atrakcji w jednym miejscu
Nie zapomnij zabrać dzieci i teściowej – dla nich też coś przygotowaliśmy

Tymi słowami zachęca (a być może odstrasza) każdego turystę przeciętne biuro podróży. Każda wycieczka to wachlarz możliwości, niepowtarzalnych wrażeń, niezapomnianych chwil i pięknej opalenizny. Slogany reklamowe przekonują, że nie jest ważne kim jesteś, gdzie pracujesz ani nawet czego oczekujesz od wakacji, bo wszystko znajdziesz w miejscu, do którego się wybierasz. Czy więc uwierzycie mi, gdy posłużę się jednym z tych utartych haseł i powiem, że Hawaje to NAPRAWDĘ miejsce dla każdego? idź do hawajskiego wpisu nr 2

Sklep na kółkach, w którym dziś kupimy świeże kokosy i ananasy.

Sklep na kółkach, w którym dziś kupimy świeże kokosy i ananasy.

Sama na O’ahu i co dalej?

Przedostanie się z lotniska do Waikiki Beachside Hostel miejskim autobusem to jedno z tych doświadczeń, które nie kojarzy mi się z wakacjami życia. I to nie ze względu na jakieś awersje do miejskich środków komunikacji, czy tłumu, a ze względu na fakt, że wszyscy deptali mój bagaż i nikt nie potrafił mi odpowiedzieć na pytanie gdzie mam wysiąść, by znaleźć się jak najbliżej Lemon Road. Sam kierowca zignorował moje pytanie, udając, że mnie nie słyszy. Z dziwnych powodów sprawiło mi to nawet radość, bo pomyślałam sobie, że chociaż dalej jestem w USA, to nie zapowiada się, bym w tym stanie doświadczyła sztucznej amerykańskiej uprzejmości. Nie chciał, to nie odpowiedział. Przecież widziałam, że był zapracowany, a ja koniec końców miałam jakąś namiastkę mapy, zamieszczonej w turystycznej broszurze znalezionej na lotnisku. Autobus jechał okrężnymi drogami, a nazwy wszystkich ulic zdawały się brzmieć zbyt podobnie, by móc je zapamiętać – Ka’iul’ani, Kapuni, Nahua, Nohonani, Kalaimoku czy Paoakalani… idź do hawajskiego wpisu nr 3

Taki widok z rana - żyć, nie umierać!

Taki widok z rana – żyć, nie umierać!

Środowe przygody na O’ahu

Siedząc przy hostelowym stole i czekając na typowo amerykańskie śniadanie, usłyszałam dziewczęcy głos, który brzmiał dość miło i przyjaźnie. Zapewne dzięki temu, że był to swojski, ukochany głos polski i cokolwiek nie wydobyłoby się z ust tej dziewczyny, to wzbudziłoby we mnie takie same, pozytywne uczucia. Odwróciłam się, wzrokiem poszukując autorki słów. Po kilku sekundach stało się jasne, że to młoda blondynka, siedząca kilka stolików dalej. Podeszłam do niej z jednym z najgłupszych pytań jakie mogłam wtedy sformułować: „Jesteś z Polski”? idź do hawajskiego wpisu nr 4

Bo Polaków spotkacie wszędzie - nawet na Hawajach!

Bo Polaków spotkacie wszędzie – nawet na Hawajach!

Czwartkowe rozterki na O’ahu

Zazwyczaj poranki po całonocnych imprezach nie należą do najlepszych, ale ja powitałam czwartkowy dzień z energią i siłą, którą przypisać by można wyspanemu dwulatkowi. Gdy pierwszy raz odchyliłam rolety, by upewnić się, że nie grozi nam huragan, o którym nieustannie wspominali tak i turyści, jak i miejscowi, już wiedziałam, że zapowiada się kolejny dobry dzień.

Śniadanie w porze lunchu w IHOP – miejscu, które będąc w USA trzeba odwiedzić choć raz, pomogło nam trzeźwiej spojrzeć na otaczającą rzeczywistość i ruszyć przed siebie. Cieszyło mnie, że mam towarzystwo, które niekoniecznie należy do zwolenników robienia zakupów i odwiedzania kościołów podczas wakacji. Muszę jednak wspomnieć Wam o kilku miejscach, które niewątpliwie są atrakcjami turystycznymi, ale nam z różnych powodów nie udało się do nich dotrzeć lub nasze zainteresowanie nimi było znikome… idź do hawajskiego wpisu nr 5

Maui

Maui

Oszukać przeznaczenie, przechytrzając huragan – wylot na Maui

Deszcz i ciemne, czwartkowe chmury, które zawisły nad Honolulu, zdawały się zapowiadać huragan, o którym wielokrotnie wspominałam przy okazji swoich wcześniejszych opowieści o Hawajach.

Pierwsza spontaniczna propozycja ucieczki na inną wyspę pojawiła się już nad ranem. Po całonocnej, kameralnej degustacji alkoholi i głębokich rozmowach przy brzydkim stole i na plastikowych fotelach, stwierdziliśmy, że wcale nie chce nam się spać, więc może lećmy właśnie teraz! Już wtedy nie trzeba było pytać mnie o zdanie dwa razy, bo podróż na Maui rysowała mi się tylko w najlepszych barwach. Z wielu powodów stwierdziliśmy jednak, że godzinna drzemka, która zakończyła się sześć godzin później, jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła… idź do hawajskiego wpisu nr 6

Tym razem nie Mustang

Tym razem nie Mustang

Maui jako nowy synonim raju

Maui jest drugą co do wielkości wyspą Hawajów oraz moją zdecydowaną faworytką, w porównaniu do O’ahu. Wyspę zamieszkuję prawie 132 tysiące szczęściarzy, którzy mogą wieść spokojne życie w raju. Występują tu tylko dwie pory roku – zima (od listopada do kwietnia) oraz lato. Zimą temperatury sięgają od 21 do 27 stopni Celsjusza. Legendy głoszą, że półbóg Maui wyciągnął wyspę z morza i za pomocą lassa uchwycił słońce na wulkanie Haleakala. Ponadto wyspa została nazwana imieniem tej mitologicznej postaci, ponieważ jej kształt przypominać ma sylwestkę i głowę wspmnianego, dzielnego półboga… idź do hawajskiego wpisu nr 7

Nasz hawajski fotomodel

Nasz hawajski fotomodel

To by było na tyle – dajcie znać, czy takie zestawienie wszystkich powiązanych ze sobą w jakiś sposób wpisów przypadło Wam do gustu! W planach mamy jeszcze takie zestawienia artykułów z Berlina, Paryża oraz z Włoch.

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus