Holi Hai czyli święto szczęścia, miłości i wolności

Festiwal gościł w Nowym Jorku po raz piąty. Pomimo iż Holi Hai to hinduskie święto, zyskało ono popularność wśród wyznawców innych religii, ludzi z odmiennych kręgów kulturowych i zdaje się, że zagościło na dłużej w mieście Wielkiego Jabłka. Mówi się, że to festiwal, za którym stoi szczęście, a jego uczestnicy chcą uczcić przyjście pory wiosennej, radość czerpaną z przyjaźni i wyrazić poparcie dla równości. Jeśli uważasz, że to niepotrzebne dorabianie ideologii do dziwnych wygibasów na scenie, denerwującej muzyki i nawzajem kolorujących się ludzi – nigdy nie myśl o uczestnictwie w tego typu imprezie. Jeżeli chociaż trochę interesuję Cię ta niesamowita kultura, muzyka, indyjska kuchnia czy bezkarne „brudzenie” innych ludzi – zdecydowanie polecam!

Pomijając fakt,  że przez 6 godzin nie zmieniliśmy położenia i zostaliśmy na skrzyżowaniu 46 ulicy i 2 alei to festiwal pozwolił nam przenieść się do Indii. Wszystko działo się na Dag Hammarskjold Plaza, w pełnym słońcu i z zupełnym brakiem barierek czy ogrodzeń. Festiwal był darmowy i pomimo, że wymagana była wcześniejsza rejestracja to nikt nie sprawdzał, czy podane dane są zgodne z danymi z dokumentów. Nikogo nie interesowało ile masz lat, co wyznajesz i z kim przychodzisz. Uczestnicy imprezy naprawdę wierzyli w to, że dobry festiwal przyciąga tylko dobrych ludzi, dlatego też  przebiegał bez obecności ochrony czy sprawdzania toreb i plecaków. Zaskoczyło mnie to, ponieważ ochrona i kontrola w USA jest wszędobylska i wszechobecna. Organizatorów z pewnością pozytywnie zaskoczyło natomiast zachowanie uczestników imprezy. Nie dość, że nie doszło do żadnych incydentów, to jeszcze nikt nie śmiał głośno narzekać na brak toalet czy długie kolejki po kolorowy proszek.

3 kubeczki – 10$, 1 kolor – 5$ (nikt nie był zobligowany do kupna kolorowego proszku). Ja wybrałam zielony.

Przy dźwiękach muzyki kolorowy tłum oddawał się przyjemności wzajemnego brudzenia, życząc sobie jednocześnie „Happy Holi”

„Happy Holi”

„Happy Holi”

„Happy Holi”

„Happy Holi”

"Happy Holi"

„Happy Holi”

"Happy Holi"

„Happy Holi”

"Happy Holi"

„Happy Holi”

Tłum, bawiący się doskonale pod sceną nie spuszczał oczu z tych, którzy próbowali pozostać czystymi i „obrzucał” każdego kolorami tęczy. Nieważne było nic poza uśmiechem i poczuciem totalnego luzu w centrum miasta

I każdego, niezależnie od wieku festiwal cieszył tak samo

I każdego, niezależnie od wieku festiwal cieszył tak samo

Kolorowy pył, unoszący się nad tłumem nie omijał oczu, ust, uszu, nosa, dostając się wszędzie nie wywołując przy tym żadnego bólu czy dyskomfortu a jedynie niósł większą radość

Kolorowy pył, unoszący się nad tłumem nie omijał oczu, ust, uszu, nosa, dostając się wszędzie nie wywołując przy tym żadnego bólu czy dyskomfortu a jedynie niósł większą radość

Kolorowy pył

Kolorowy pył

Poza koncertem zespołu Wyland można było też skorzystać z darmowej lekcji z profesjonalistką

Poza koncertem zespołu Wyland można było też skorzystać z darmowej lekcji tańca z profesjonalistką

Tak zaczął się specjalnie przygotowany na tą okazję pokaz tańca

Tak zaczął się specjalnie przygotowany na tą okazję pokaz tańca

Tak się rozwijał...

Tak się rozwijał…

A tak się zakończył

A tak się zakończył…

...zupełnie zdominowany przez uczestników festiwalu, którzy ciepło witani byli na scenie.  I nie było to jeszcze koniec imprezy!

…zupełnie zdominowany przez uczestników festiwalu, którzy ciepło witani byli na scenie. I nie było to jeszcze koniec imprezy!

Dalszy ciąg tańców...

Dalszy ciąg tańców…

i znowu tańce

i znowu tańce

W przerwie zdecydowałam się na jalebi czyli indyjski deser. Inni wybierali tatuaże robione henną lub wzbogacali swoją szafę o stroje rodem z Indii.

W przerwie zdecydowałam się na jalebi czyli indyjski deser. Inni wybierali tatuaże robione henną lub wzbogacali swoją szafę o stroje rodem z Indii.

Z wielkim żalem patrzyłam na nieubłagalnie zbliżający się koniec imprezy i powoli zaczynałam się zastanawiać – kiedy ja się domyję?

Holi zbliża się końcowi...

Holi zbliża się końcowi…

I czy jeszcze kiedyś spotkam najbardziej uroczego uczestnika tej imprezy?

To ten najmniejszy po lewej, w razie wątpliwości ;)

To ten najmniejszy po lewej, w razie wątpliwości ;)

W okolicach festiwalu ludzi nie dziwiła obecność tylu kolorowych osób. Jednak im dalej od Dag Hammarskjold Plaza, tym większe zdziwienie wzbudzaliśmy. Ludzie zatrzymywali nas i dopytywali „o co chodzi i dlaczego”, a spora ich część robiła nam zdjęcia. Dziwnie było poczuć się interesującym dla wszystkich tylko z powodu kolorowego proszku. Mogłam jednak wyobrazić sobie, jak czują się celebryci, spacerujący ulicami miast, gdy każdy przechodzień zwraca na nich uwagę i wytyka palcami.

Próby złapania taksówki

Próby złapania taksówki

Zapamiętam atmosferę towarzyszącą początkowi maja 2014 do końca życia. Niezapomniane wrażenia, piękne widoki, wspaniali ludzie. Festiwal koloru to coś, co warto przeżyć, nawet jeśli po wszystkim ciężko złapać taksówkę i dostać się do domu.

P.S. Jeden prysznic wystarczył by znów wyglądać tak zwyczajnie i przeciętnie.

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Ekspert

    Czytajac to prawie czuje sie jakbym tam byla ! Piekne, kolorowe zdjecia !