Instamix #1 – ostatni miesiąc w telefonach Anety i Agaty

Z racji tego, że nie każdy śledzi nas na Instagramie, a my też nie zawsze jesteśmy w stanie wrzucać na bieżąco wszystkich zdjęć na nasz Facebookowy fanpage, postanowiłyśmy zacząć na stronie nową serię. Trochę luźniejszą, nie związaną stricte z podróżami, ale też z naszą codziennością. Co jakiś czas będziemy wrzucać instamix, czyli przegląd wybranych zdjęć z ostatniego czasu, które udało nam się zrobić na Instagrama. Mogą też pojawiać się perełki, których nigdzie dotąd nie zamieszczałyśmy.

Do dzieła, oto co wydarzyło się przez mniej więcej ostatni miesiąc.

Z telefonu Anety

Aneta1

1. Nie mogłam przejść obok tego samochodu obojętnie. Z pewnością jego właściciel uważa się za kogoś oryginalnego i pomysłowego, ale im bliżej świąt tym więcej widzę takich świątecznych maszyn. Pomyślałam też o moim tacie i wyobraziłam sobie jego reakcję, gdybym podarowała mu rogi i świąteczny nos w celu udekorowania samochodu…

2. Po 30 sekundach układania malin i borówek w kosmiczne kręgi zorientowałam się, co ja właściwie robię. Banalną odpowiedzią zaskoczyłam sama siebie – układasz owoce, żeby zrobić im zdjęcie na Instagrama. No ale przyznam, że ładniej podane smakuje lepiej:)

3. Zakupowe szaleństwo czarnego piątku trzeba było przerwać z powodu głodu. Jako, że Wholefoods był najbliżej, poszłyśmy tam z koleżanką po pyszne sushi w godnej cenie. Jej krótki pobyt w sklepie skończył się wymianą numerów z przystojnym Francuzem, a mój? Hm… musiałam coś ze sobą zrobić, gdy oni słodko gruchali przy zupach więc… mam zdjęcie rasta papryki z brakującym elementem!

4. I chociaż to już drugie Święto Dziękczynienia, które mogłam przeżyć w USA, to dalej tak samo cieszyłam się niepowtarzalną atmosferą i smakiem indyka. W tym roku nie rozkleiłam się, mówiąc za co jestem wdzięczna i sama przybiłam sobie high five z tego powodu. Teraz płaczę już tylko przy obieraniu cebuli.

Aneta2

5. Rzadko oglądam tv, ale kiedy już to robię, lubię stworzyć wyjątkową aurę i wpasować się w klimat, dlatego tutaj odpowiednio przygotowałam się do oglądania „Fed Up”.

6. Pisałam o Waszyngtonie, spijając herbatę z pamiątkowego kubka, ale nic więcej nie powiem, bo o wszystkim dowiecie się wkrótce ze stolicowego wpisu.

7. Tego pana spotkałam wracając z imprezy. Z pewnością nie grał tak doskonale, jak wtedy mi się wydawało, a ja bez wątpienia nie powinnam pytać czy mogę z nim coś zaśpiewać.

8. Miałam trochę czasu, by przyzwyczaić się do tego, że każda mała porcja w USA jest w rzeczywistości ogromną porcją (wg standardów europejskich), a każdy produkt spożywczy czy kosmetyczny jest ekonomiczny i rozmiaru rodzinnego.

Aneta3

9. Roosevelt Island to jedno z najbardziej magicznych miejsc Nowego Jorku. Wykorzystałam jedną z ostatnich szans, by odwiedzić to miejsce jeszcze przed tym, gdy jesień zaczęła się na dobre. Nic więcej nie powiem, bo chciałabym żebyście reszty dowiedzieli się z wpisu na stronie:)

10. Tak bardzo chciałam mieć wtedy lepszy aparat poza tym w telefonie, by chociaż spróbować uchwycić ten widok trochę wyraźniej. Nowy Jork z każdej perspektywy potrafi zachwycić, a najbardziej wtedy, gdy jesteś nieco zagubiony na bezdrożach New Jersey, nie masz zbyt dużo czasu na odnalezienie drogi, a Twój pasażer krzyczy „patrz na lewo”. Wtedy zatrzymujesz się, robisz och i ach, a czas staje w miejscu.

11. Kawusia ze Starbusia dobra tylko do polsko-polskich konwersacji i ploteczek. Wiecie, że pierwszy Starbucks został otworzony w stanie Washington w miejscowości Seattle w 1971r.? Trochę mu zajęło, by zadomowić się w Polsce.

12. Takie widoki nie pozwoliły mi pokonać tego dystansu w czasie, w którym zawsze go pokonuję. Zatrzymywałam się co kilka minut, próbując zrobić jak najlepsze zdjęcie, które odda piękno tych kolorów i uwieczni ostatnie promienie słoneczne.

* I wyszło cudownie – to chyba mój faworyt spośród wszystkich zdjęć, które Aneta do tej pory wrzuciła na Instagrama! Agata

Aneta4

13. Jedna z przyjemniejszych, bezstresowych niedziel na łonie natury. Miło było wrócić na chwilę do Pennsylvanii, czyli do stanu, w którym mieszkałam rok temu. Bushkill Falls nazywane jest Niagarą Pennsylvani i zdecydowanie warto tam być!

14. Od ozdobniczego szaleństwa zaczęliśmy i wychodzi na to, że skończymy tym samym akcentem, czyli miłością Amerykanów do wszelkiego rodzaju ozdób. Tutaj bogato przystrojony dom z okazji Halloween.

15. Imprezy w szpilkach pośród sztucznych biustów, rzęs i paznokci, u boku plastikowych chłopców, to niekoniecznie to co lubię, ale dla tego niesamowitego widoku mogłabym pójść tam jeszcze raz.

16. Stałam przed tą półką z wielkim uśmiechem, pomimo, że wybór polskich produktów wcale nie był zbyt duży, a na dodatek były one pomieszane z sąsiednimi, irlandzkimi. W końcu zdecydowałam się na szproty w pomidorach, przy okazji zamieniając kilka słów z Irlandczykiem, który podczas Euro 2012 był w Polsce i chyba zaraził się narzekactwem, ponieważ strasznie oburzył go fakt zmiksowania polskich artykułów spożywczych z produktami z jego kraju.

Z telefonu Agaty

Agata1

1. Październik upłynął pod znakiem babskiego wyjazdu do Paryża. Sporo zamieszania podczas pakowania się w najmniejszy bagaż podręczny z jakim kiedykolwiek leciałyśmy, lądowanie w stodole, czyli na lotnisku Beauvais, dojazd do centrum i dostanie się do hostelu było dość męczące. Jednak widok, jaki zastałyśmy tego samego dnia wieczorem na La Defense wynagrodził nam wszystko. Siedziałyśmy na schodach spijając kawę, podziwiając panoramę i starając sobie wyjaśnić, dlaczego jeszcze tam nie mieszkamy.

2. Dużo zwiedzania to w naszym przypadku też dużo jedzenia. I to nie byle jakiego – musiałyśmy przekonać się na własnej skórze, czy restauracja Le Bouillon Chartier faktycznie jest tak dobra, jak opisywano ją we wszystkich recenzjach. Na nasze szczęście była! Do samej smakowej rozkoszy wystarczyłaby mi serwowana tam kaczka, nie wspominając już o ślimakach. Więcej o tej restauracji pisałam w jedzeniowym wpisie.

3. Trzeci dzień w Paryżu był idealny pod względem pogody – słoneczny i ciepły. Na zdjęciu oczywiście Łuk Triumfalny, do którego zmierzałyśmy, by wejść na taras widokowy, z którego roztacza się cudowna panorama miasta. Zły był jedynie sam fakt wejścia – po którymś z kolei zakręconym schodku zaczęły mi się plątać nogi.

4. Kolorowy stragan z owocami w samym centrum Paryża. I tu nasuwa się pytanie – dlaczego przechodząc przez centrum Poznania mogę co najwyżej natrafić na budkę z kebabem?

Agata2

5. Wszystko, co dobre kiedyś się kończy, więc trzeba było wracać do domu. Zdjęcia nieba i chmur z szyby samolotu to standard podczas lotu. Jednak jeszcze nigdy nie udało mi się zrobić zdjęcia samolotu z samolotu. No dobra… cienia samolotu – ale zdjęcie i tak przednie! (nie ma to jak samozachwyt)

6. I przenosimy się do Poznania. Takie widoki podczas powrotu do domu to ja lubię. Poznańska starówka jest niczego sobie. Chmury na niebie też.

7. A tu z kolei widok na drugą stronę starówki z Ratuszem w roli głównej. Jednak to zdjęcie zrobiłam z samego rana, kiedy miasto dopiero budziło się do życia, a zaspani ludzie podążali niczym zaprogramowane roboty do pracy. Ot takie smutne życie, ale mijane po drodze widoki zdecydowanie na plus!

8. Zdjęcie Teatru Wielkiego w Poznaniu. Do mistrza stabilizacji w ręku zawsze było mi daleko, więc gdy zobaczyłam, że zdjęcie robione w ruchu, z tramwaju, przez szybę, w ścisku między ludźmi wyszło całkiem ostre i nie poruszone, uznałam to za wielki cud.

Agata3

9. Jako, że w Polsce wraz z listopadem przyszło spore obniżenie temperatury, trzeba było sięgnąć po zapasy grzanego wina. Dla większego lansu obowiązkowo w jarmarkowych kubeczkach z tamtego roku. A więc frohe Weihnachten wszystkim!

10. Nadszedł długi weekend, więc musieliśmy spożytkować ten czas na małe wyjazdy. Trzy miasta w cztery dni – czemu nie? Tutaj akurat zdjęcie z Rynku we Wrocławiu.  Niestety, ale ten poznański przy wrocławskim może się schować. Jedynym minusem jest fakt, że kupiłam tam chyba najdroższy magnes na lodówkę w życiu.

11. Po spacerze po Wrocławiu nadeszła pora na jedzenie. Oj jak żałowałam, że talerz ze zdjęcia nie należał do mnie. Średnio wysmażony stek skrywający się pod tym stosem rukoli był mistrzostwem świata. Ja musiałam się zadowolić gorszym daniem – pierś z kurczaka na fasolce po bretońsku z sałatką z mango, brzoskwini i cebuli (tak, to wszystko na jednym talerzu) średnio mi przypasowała. Ale może to znak, że nie jestem joł. Przecież sam „fancy” wygląd lokalu powinien mnie nakarmić! Oj głupia ja.

12. Bo ja to prosta dziewczyna jestem – jedzenie podczas wizyty w Berlinie dwa dni później o wiele bardziej mi smakowało. Nie ma to jak tradycyjna Currywurst jedzona na stojąco gdzieś przy Dworcu Zoo.

Agata4

13. Co jest jedną z rzeczy, które najbardziej lubię w podróżach do Niemiec? Piwo to zwyczajny napój – kupicie je dosłownie wszędzie, wypić też możecie wszędzie, proste i logiczne (szkoda, że nie wszędzie). Ot takie urozmaicenie spaceru po Kudammie.

14. Fotobudka, czyli moja nowa miłość! I to nie byle jaka, bo z czarno-białymi zdjęciami. W samym Berlinie znajdziecie ich kilkanaście – tutaj dostępna jest mapa z dokładnymi lokalizacjami. Szkoda tylko, że na tę trafiliśmy już po sesji w śmierdzącej budce w innym miejscu. Wstrzymaj oddech, niczego nie dotykaj, ładnie się uśmiechaj i uciekaj – powtarzałam sobie w myślach czekając na kolejny błysk lampy. Ale ogólnie polecam. Tylko omijajcie szerokim łukiem budkę przy Kottbusser Tor!

15. Mustafas Gemüse Kebap chyba nikomu nie muszę przedstawiać. I choć zawsze jest tam kolejka, to i tak za każdym razem czekam. Trzeba odstać swoje, by zjeść najlepszego kebaba w Berlinie. Tym razem poszło całkiem sprawnie – staliśmy ok. 15 minut.

16. I jako ostatnie lodówkowe magnesy z tegorocznych wyjazdów. Z Paryża przywiozłam aż dwa, by nie tracić zbyt dużo czasu na podjęcie tak kluczowej decyzji zakupowej. Widzicie też najdroższy na świecie magnes z Wrocławia. Przy tym z Londynu raczej wypada słabo! Jak myślicie?

To by było na tyle w naszym pierwszym instagramowym mixie. Na koniec mamy dla Was być może szokującą wiadomość. Stwierdziłyśmy z Anetą, że ponad 200 obserwujących na Instagramie i 900 fanów na Facebooku to dobry czas na to, by ujawnić nasze twarze. Zrobiłyśmy to już w ostatnim wpisie o towarzyszach podróży, gdzie nieco młodsze cieszymy się z wyprawy na Ukrainę w 2011 roku. Od dziś możecie się także spodziewać bardziej uczłowieczonych zdjęć na Instagramie. Kolejny mix może być więc ciekawszy… albo bardziej odstraszający. Trzymajcie się i miłego weekendu!

 

Agata Stachowska

Agata Stachowska

Pasjonatka podróży i dobrego jedzenia. Choć sercem bardziej na zachodzie, to w wyprawach zawsze towarzyszy jej radziecki cud fotografii. Uważa, że dane miejsce i kulturę warto poznać od strony kulinarnej - w końcu przez żołądek do serca.
Agata Stachowska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus