Jak daleko Brazylijczykowi do Polaka?

Nie podlega dyskusji, że Polak – Rusek, dwa bratanki. To samo mówi się o nas i Węgrach, Ukraińcach i Litwinach. Wiemy, do których narodów jesteśmy podobni. Czasem jedynie dzięki stereotypom, ale zdarza się nawet, że stajesz przed lustrem i widzisz w sobie Rosjanina, w którego organizmie szaleje gorzałka, a twarz skuwa syberyjski mróz. Co więc może nas łączyć z Brazylijczykami? Z narodem oddzielonym Oceanem, inną strefą czasową, jak i klimatyczną. Zadawać by się mogło, że różnimy się wszystkim. Zdaje się. Ale jedynie do czasu, w którym nie jest Ci dane spędzenie kilku chwil w ich towarzystwie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedyną różnicą, która z pewnością odróżnia nas Polaków od Brazylijczyków, jest okazywanie czułości, ciepła i bliskości wszystkim dookoła. Może to tylko moje doświadczenie albo fakt, że nie jestem osobą, która afiszuje się swoją uczuciowością nazywając koleżanki „słodziusiami, pączusiami, koteczkami”, a kolegów „misiami i miodkami”. Pomimo wszystko wydaje mi się, że droga daleka jak do Australii i głęboka jak ocean do tego, by porównywać uczuciowość Polaków i Brazylijczyków. Przytulanie, buziaki i nazywanie się ładnymi wyrazami to po prostu ich sposób bycia. Chłopak Twojej koleżanki nazywający Cie amor, honey i darling to wcale nie jest ktoś, kto rozmawia z Tobą z permanentnym wzwodem, chce zdradzić swoją dziewczynę albo co najmniej ma motylki w brzuchu na Twój widok. To po prostu Brazylijczyk.

Przechodząc do tego, co można by nazwać wspólnym polsko-brazylijskim mianownikiem. To przede wszystkim:

1. Miłość do jedzenia.

Po dwóch latach w USA przyzwyczajona do tego, że od stołu odchodziłam z lekkim niedosytem, tu na nowo odnalazłam radość z jedzenia! Na amerykańskich imprezach jedzenie wcale nie łamało stołów pod swoim ciężarem. A szansa by dostać tzw. gościńca, wychodniaka czy jakkolwiek inaczej nazwiesz poimprezowe resztki zapakowane w stare torby jednorazowego użytku, była mniejsza niż wygranie w totolotka. Tu jest jak w domu. Dużo, dobrze, pysznie i z klasą. Próbowano mnie zaskoczyć typowym brazylijskim śniadaniem, czyli kanapką z serkiem topionym, szynką i serem podanym ze świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym, ale nie mogłam udawać zachwytu, bo przecież w domu taka kanapka to żadna nowina. Poza tym tak samo często używa się tu cebuli, której nawet portugalska nazwa do złudzenia przypomina polską. Tak samo też ważne jest dla nich dobre mięso. Często grillowane i ukrywające się pod nazwą Churassco, przygotowywane na specjalnym grillu – churrasqueira.

photo (1)

Churrasco

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pastell

2. Narzekanie na pogodę

Wszyscy pytają mnie czy czuję się OK w tym klimacie. Niektórzy nie wiedzą, że to temperatura charakterystyczna dla polskich upałów. A ja nawet przez chwilę nie pomyślałam, że jest za gorąco. Bo chyba nie ma nic, co cieszy mnie bardziej niż słońce, palmy i plaża. Dodatkowo przyjechałam tu wprost z amerykańskiej zamrażarki z temperaturą -20 i śniegiem po pas, co potęguje moją radość z faktu znalezienia się w piekarniku. Jednak Brazylijczycy lubią narzekać, że upał, pot, słońce i wynikająca z tego chęć do robienia szeroko pojętego „niczego”. Gdy jednak temperatura obniża się do ok. 20 stopni, usłyszeć można, że za zimno. Jak nie staniesz, dupa z tyłu.

3. Narzekanie, że za drogo

I rzeczywiście jest drogo. Powiedziałabym nawet, że stosunek zarobków do kosztów życia jest gorszy niż w Polsce. Codzienne życie, komunikacja miejska, jedzenie, wynajem mieszkań przy zarobkach 2.000 R$ rzeczywiście pozwala żyć jedynie od pierwszego do pierwszego.

photo (1) przyprawy

Brazylijskie przyprawy

4. Podobnie działająca służba zdrowia i system edukacji

Szkoły państwowe są bezpłatne i lepsze od prywatnych, jednak nie jest łatwo się do nich dostać. Opieka medyczna jest dobra, gdy zapłacisz za nią dodatkowo lub przytrzymasz w ręce znaną też w polskich warunkach „kopertkę”.

5. Zamiłowanie do imprez i alkoholu

Znany na całym świecie karnawał w Brazylii nie pozwala na jakiekolwiek wątpliwości w kwestii brazylijskiego sposobu imprezowania. Jednak abstrahując od tego niesamowitego eventu, zwykła brazylijska domówka połączona z alkoholizacją nie różni się niczym innym od naszych spotkań towarzyskich. Nie ma czerwonych kubków jak w Ameryce. Tak naprawdę to zdarza się też, że nie ma przypisanych kubków do osoby. Nikt nie robi wielkiej afery z powodu małej zamiany lub kradzieży kieliszka czy szklanki.

karnawał

Sambodromo, São Paulo 2015              

ulica impreza

Bloquinho de carnaval, São Paulo 2015

6. Tryb eksperta ds. politycznych i ekonomicznych, uruchamiany odpowiednią ilością alkoholu

Duża rzesza Brazylijczyków pała wielką nienawiścią do wybranej już drugi raz z rzędu prezydent Dilmy Rousseff. I każdy ma dla niej bezcenne, nietrzeźwe porady o tym, jak rządzić państwem, co zmienić, kogo zabić itd. Udział w wyborach jest obligatoryjny dla osób w wieku 18-70 i fakultatywny dla starszych po 70 i młodzieży w przedziale 16-18. Za reelekcję prezydent obwinia się najbiedniejszych, słabo wyktszałconych mieszkańców, którym przypisuje się omamienia przez brazylijski rząd. Polityczne dyskusje i niezadowolenie z polityki państwa tak bardzo nas łączy i czyni braćmi.

Dodam tylko, że wszystkie powyższe punkty są oparte na moich własnych doświadczeniach i obserwacjach. Być może ktoś inny ma zupełnie inne odczucia i wcale nie uważa, że nasze kraje choć tak odległe, są tak bardzo bliskie zarazem. Ja uważam, że pomimo, iż historia i tradycja nie łączy nas z Brazylijczykami tak jednoznacznie, jak ze wspomnianymi Rosjanami, to zauważam wiele podobieństw w sposobie myślenia i podejściu do życia.

Ja tymczasem uciekam, by dalej zachwycać się Brazylią, językiem portugalskim, sposobem życia i celebrować fakt, że mogę odkrywać kolejny kraj, otaczając się tubylcami, a nie innymi turystami z rozładowanym przez zbyt intensywne używanie Google Maps i darmowych przewodników Iphonem. Spodziewajcie się wkrótce kolejnych brazylijskich wpisów!;)

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Ola

    Bardzo fajny wpis :-) Taki od innej strony, ale absolutnie nie z tej strony co podejście Brazylijczyków do temperatury ;-) Czekam na kolejne:-)

    • Ola, kolejne już w przygotowaniu! Cieszę się, że Ci się podoba ;)