Jak wyjechać do USA jako au pair? Cz. 2 o życiu au pair

Kilka dni temu pisałam o tym, dlaczego zdecydowałam się na wyjazd do USA jako au pair i w jaki sposób wybrałam agencję. Dziś trochę więcej szczegółów o tym, jak to wszystko rozgryźć, jak znaleźć najlepszą host rodzinę i dużo, dużo więcej!

Jakie pytania zadawać host rodzinom na Skype?

Rozmowa na Skype to jedyna forma kontaktu, na którą masz szansę, zanim spędzisz rok ludźmi z drugiej strony monitora. Warto pamiętać, że ich odpowiedzi nie zawsze pokrywają się z tym, co zastajemy na miejscu. Przez Skype każdy jest super, po przyjeździe – jest prawdziwy. Żeby zminimalizować ryzyko trafienia do rodziny rodem z koszmaru, należy zadawać jak najbardziej precyzyjne pytania.

  • Dokładne obowiązki związane z dziećmi? Najlepiej poprosić o przykładowy grafik.
  • Czego rodzina będzie wymagała poza pracą z dziećmi, czyli co kryje się według nich za magicznym zwrotem “light housekeeping”?
  • Czy rodzina miała wcześniej au pair? Jeśli tak, to czy możesz z nią porozmawiać (czasami rodziny same to proponują i wtedy poprzednia au pair jest najlepszym źródłem informacji. Jeśli nie są rozentuzjazmowani Twoim pomysłem na rozmowę z nią, wiedz, że coś się dzieje)
  • Czy możesz używać samochodu poza godzinami pracy i kto płaci wtedy za benzynę? Chyba każda au pair przyzna mi rację, że w USA bez auta jak bez ręki?
  • Jakie są szkoły/ uniwersytety w pobliżu, do których mogłabyś/ mógłbyś chodzić? Czy rodzina pokrywa koszty dojazdu do szkoły? Dla wielu rodzin nie jest to tak oczywiste, pomimo że jest to zawarte w umowie.
  • Czy poza rodzicami i dziećmi dom zamieszkuje ktokolwiek inny? Jeśli jest to starsza babcia/ dziadek/ ciocia, którzy będą ciągle przy Tobie, podczas gdy Ty pracujesz, to nie wróżę niczego dobrego.
  • Czy obowiązuje „curfew”? Pamiętaj, że mieszkasz w czyimś domu, więc godzisz się na zasady panujące tam. Ja osobiście nie wyobrażam sobie takiej kontroli.
  • Jak rodzina wymierza kary swoim dzieciom i za co? To jedno z najtrudniejszych zadań, by ukarać czyjeś dziecko według zasad i reguł jego rodziców (których Ty nie musisz do końca rozumieć).
  • Jakiego są wyznania i czy szanują fakt, że Twoje jest inne?
  • Czy mają specjalną dietę, czy jedzą wspólnie, czy dzieci są na coś uczulone? Pytanie może banalne, ale mi ciężko było przyzwyczaić się do tego, że dzieci jedzą albo makaron z serem albo płatki z mlekiem, host rodzice jedzą na mieście, a ja to, co znajdę w lodówce.
  • Czy dzieci mogą oglądać telewizję i używać całej reszty cudów techniki bez ograniczeń? Przy tym pytaniu można wyczuć, kto tak naprawdę rządzi domem.
  • Czy możesz zobaczyć swój pokój? Pomimo że agencje kontrolują to, w jakich warunkach ma mieszkać au pair, to zdarzają im się niedopatrzenia lub rzeczy, których reprezentant agencji nie chce widzieć. Nie jest to częste, ale lepiej upewnić się przed przyjazdem.

Co to jest „match” i co dzieje się po nim?

„Match” jest wtedy, gdy obie strony – au pair i host rodzina, stwierdzają, że się dogadają i chcą razem współpracować. Tu znowu widać, że niewiele leży w gestii agencji. Nie może przekupić lub zastraszyć rodziny tym, że mają kogoś przyjąć pod swój dach i powierzyć mu swoje dzieci. To Ty musisz “kupić” rodzinę. Dobrze jednak poczekać cierpliwie na tę, przy której czujesz się swobodnie i możesz być sobą (no a przynajmniej nie musisz udawać kogoś, kim nie jesteś). Dlatego dobrze, gdy masz jakieś zajęcie i nie przelewasz całej swojej energii na jak najszybszy wyjazd. Potem już tylko rozmowa w ambasadzie, która powinna przebiec sprawnie i gładko. Dobrze mieć ze sobą wszystkie dokumenty potwierdzające nasze uczestnictwo w programie. Cały proces trwa kilka minut, a rozmowa z konsulem wcale nie wygląda tak niesamowicie i poważnie, jak brzmi. Bardziej przypomina kupno biletu PKP na dworcu. Wiza przyznawana jest na jeden rok i z reguły otrzymuje się ją bez żadnych problemów. Są jednak wyjątki, choć bardzo rzadkie, które do ambasady muszą wybierać się dwa razy i oczywiście… mówię tu o sobie :)

dsc06794

Dlaczego zdecydowałam się pojechać do mojej rodziny hostującej?

Pomimo że na Skype nie spędzaliśmy każdego dnia, to kilka rozmów wystarczyło, bym wiedziała, że chcę jechać do mojej byłej host rodziny z Philadelphii. Christine, moja była hostka, zyskała moje zaufanie tym, że podczas rozmowy niczego nie udawała. Chciała mi pokazać, że mają szalone życie, że w domu jest nieporządek, a ona w środku tego rozgardiaszu nie ma problemu, by nakarmić piersią swojego najmłodszego syna. Była bardzo wyluzowana i zabawna, a to jest coś, co cenię sobie najbardziej. Koniec końców okazało się, że jej luz był jeszcze większy niż na Skype, a bałagan w domu nieporównywalny do tego, co widziałam na ekranie komputera. Z perspektywy czasu nie wiem, dlaczego nie przeraziła mnie opieka nad czwórką dzieci w wieku 4 miesiące, 3, 7 i 9 lat?

Co zrobić, gdy do Twoich rąk trafi paszport z gotową wizą?

Pożegnać się z rodziną i przyjaciółmi, mądrze spakować walizkę, nie biorąc przy tym zbyt dużo ubrań, bo nawet najlepszych złamie początkowy, zakupowy szał, w którym za dzień swojej pracy możesz kupić dwie pary Levisów (w outlecie), a po tygodniu mieć super torbę albo stylowe kozaki. Jeśli chodzi o tradycję dotyczącą prezentów na dzień dobry dla hostów i dzieci, to nie wysilałabym się za bardzo. Moi hości bardzo cieszyli się z polskiej wódki, ale to ja byłam tą, którą ją wypiła. Jeśli mowa o dzieciach, to ciężko je zadowolić i najprawdopodobniej kilkulatka wcale nie zrozumie wyjątkowości pluszowego bociana, a kilkulatek nie pojmie, że model milicyjnego samochodu to coś, czym powinien chwalić się w szkole. Z nastolatkami i prezentami na przywitanie jest prawdopodobnie jeszcze gorzej.

Godzina zero, czyli dzień wyjazdu

I nadchodzi ten wielki dzień, w którym to opuścisz polską ziemię i wyruszysz na podbój Ameryki. Dokładna data jest ustalana między Tobą, a host rodziną. Po owocnym „matchu” należy też poinformować agencję, z jakiego lotniska chcielibyśmy wylecieć. Potem są łzy, myśli, co ja właściwie zrobiłam, chęć cofnięcia decyzji, strach, ekscytacja, skręty kiszek i… kołowanie nocą nad Nowym Jorkiem, szybka rozmowa z celnikiem na lotnisku, odbiór bagażu i chęć wskoczenia do każdej żółtej taksówki, która podjeżdża na terminal, by oddać się dzikiemu imprezowaniu na Manhattanie.

Ale zaraz!

img_2744

Przyjeżdżasz tu do pracy, przed którą masz tygodniowe szkolenie. W mojej agencji – Inter Exchange – nikt nie czekał na lotnisku, ani nie zaprowadził mnie za rączkę do hotelu. Wiem, że w APC i APIA działa to trochę inaczej i organizowany jest specjalny transport dla au pair. Ja dostałam jedynie wskazówki, jak pokonać tę trasę najtaniej i najszybciej. Ponadto IE jako jedyna agencja kwateruje swoje au pair w hotelu New Yorker, w samym centrum Manhattanu! Tygodniowy pobyt na koszt rodziny goszczącej w hotelu oddalonym o 5 minut drogi od Time Square brzmi kusząco. Poza kilkugodzinnym szkoleniem, na którym po prostu trzeba być, miasto należy do Ciebie i wszystkich nowych koleżanek z najróżniejszych stron świata, które właśnie poznajesz.

Co się dzieje po szkoleniu?

Właściwie znowu jest to samo – płacz, smutek, rozczarowanie, bo przywiązujesz się do nowo poznanych ludzi i nowojorskiej sielanki. Tygodniowy high life się kończy i przypominasz sobie, dlaczego się tu znajdujesz. Musisz przedostać się do swojej nowej miejscowości. Bilety z Nowego Jorku do miasta docelowego również kupowane są przez agencję, za pieniądze Twoich hostów. Moja podróż, choć niedaleka, nie odbyła się bez przygód. Autobus został odwołany ze względu na śnieżycę i fatalną pogodę. Teraz piszę o tym spokojnie i bez stresu, ale wtedy wyobrażałam sobie najgorsze – nikt nie odbierze mnie z przystanku, nie mam telefonu, nie wiem nawet, gdzie mogłabym zadzwonić. Zginę, zamarznę, umrę. No ale jestem tu, więc dałam radę i trafiłam do Phillly.

Pierwsze spotkanie z hostami

Na dworcu czekała na mnie Svietlana – poprzednia au pair, która miała pokazać mi tajniki pracy, zapoznać ze swoimi koleżankami, wprowadzić w rytm amerykańskiego życia. Spędziłyśmy razem aż dwa tygodnie, podczas których dzieci miały okazję przyzwyczaić się do mnie, hości zobaczyć, że potrafię to ogarnąć, a ja wkręcić się w pracę i nowy styl życia. Pierwsze dni są tak dziwne, że ciężko to opisać. Żyjesz z jakimiś ludźmi, których znasz ze Skype, opiekujesz się ich dziećmi, jeździsz ich wielkim autem, masz otwierać ich lodówkę i czuć się jak w domu. Są Twoimi szefami, ale zarazem pracodawcami, przyjaciółmi, rodziną? Wspomniałam już, że moi hości byli bardzo wyluzowani, więc gdy zobaczyli mnie po przyjściu z pracy, ucieszyli się, uścisnęli jak starego znajomego, którego dawno nie widzieli i zaczęli opowiadać, co wydarzyło się w pracy. Od samego początku starali się, bym czuła się jak najmniej zestresowana, więc sztywne kolacyjki na pokaz to coś, czego nie musiałam przeżywać.

img_1273

Największe trudności

Przyznam szczerze, że nie pamiętam szczegółowo mojego pierwszego dnia pracy bez Sviety. Byłam w takim szoku, że ciężko było mi ogarnąć myśli. Nie rozumiałam, co mówi do mnie Georgia, która miała 3 latka, 4 miesięczny Timmy płakał, Elly prosiła, żebym narysowała jej świnię, a Billy nie mógł się zdecydować, które płatki zjeść na śniadanie, celowo spóźniając się do szkoły. Zapakować wszystkich do wielkiego Chevrolette Suburbana, zawieźć do szkoły. Wrócić z młodszymi do domu, wyprawić Georgie do szkoły, nakarmić Timmego, zastanowić się, dlaczego dalej płacze skoro ma sucho tam, gdzie powinno tak być, pełno w brzuchu i ciepło w łóżeczku. Wypuścić psa, odebrać dzieci. Zawieźć na zajęcia dodatkowe, przypilnować, by odrobiły lekcje itd. itd. Wszystko więc było trudne na początku, bo wszystko było zupełnie nieznane. Lubiłam fakt, że moi hości doceniali moją pracę, wiedzieli, że nie jest ława, dlatego nie wymagali ode mnie niczego więcej poza zapewnieniem bezpieczeństwa ich dzieciom.

Pierwszy rok

Był ekscytujący, to na pewno. Wiele pracy i nowych wyzwań, ale przy tym tak samo dużo nowych znajomych, imprez, podróży, koncertów, pianek Marshamllows i kanapek z masłem orzechowym i dżemem. Było to najszybciej i najintensywniej przeżyte 365 dni, po których musiałam zdecydować, co dalej. Opcji było kilka: przedłużenie programu o 6, 9 lub 12 miesięcy, z tą samą rodziną lub jej zmiana albo powrót do Polski. Zdecydowałam się zostać i spróbować czegoś nowego.

Zmiana rodziny

Nie ukrywam, że byłam trochę zmęczona pracą z małymi dziećmi. Chociaż była wdzięczna i wypełniona słodkimi momentami, to szalenie stresująca. Czułam się dziwnie i źle opuszczając “moje dzieci”, szczególnie, że najmłodsze z nich mówiło do mnie “mamo”. Chciałam jednak spróbować pracy ze starszymi dziećmi. Mieć wolne w ciągu dnia, gdy one są w szkole i nie musieć się stresować, że spadną ze schodów, bo nie potrafią jeszcze chodzić. Tak też trafiłam do moich następnych hostów, dumnych posiadaczy czterech córek, jachtu, samolotu i trzech domów w Grecji. Hości nie byli najgorsi. Zawsze traktowali mnie jak pełnoprawnego członka rodziny. Miałam samochód do swojej dyspozycji wraz z kartą kredytową do jego tankowania. Hości cenili moją prywatność, szanowali moje plany i czas wolny, co wcale nie zdarza się często i nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Problem tkwił w tym, że zupełnie nie dogadywałam się z dziećmi, zwłaszcza z najstarszą – Sydney. Sama dobrze pamiętam, że nie byłam najłatwiejsza we współpracy, gdy miałam 13 lat, ale zdawać sobie z czegoś sprawę, a stanąć twarzą w twarz ze zjawiskiem i to ze zdwojoną mocą, to zupełnie coś innego. Po tej szkole życie, jaką dała mi Syd, powinnam dziękować mojej mamie każdego dnia na nowo za to, że wytrzymała mój burzliwy okres dojrzewania. Ja nie wytrzymałam, dlatego zmieniłam rodzinę w trakcie trwania programu.

img_3424

Rematch

Mają do tego prawo dwie strony umowy. Zawsze może się zdarzyć tak, że nasza idealna rodzina tylko wydawała się taką być podczas wideokonferencji. Mamy więc prawo do jej zmiany. To nie jest miłe doświadczenie, dlatego uczestnicy programu czasami rezygnują z tego pomysłu ze słowami “przemęczę się/ jakoś to będzie/ dam radę”. To piękne. Dobra szkoła życia i trening dla nerwów, które nadmiernie rozbudzone przyczyniają się do całego zła na świecie. Trzeba pamiętać, że ten wyjazd ma być miłym doświadczeniem, pozytywnym przeżyciem, które dostarczy wspaniałych wspomnień. Łatwo mi się wymądrzać, ale sama odwlekałam decyzję o rematchu przez 7 miesięcy. Powstrzymywał mnie m.in. ciekawy kurs, który rozpoczęłam na Uniwersytecie w Nowym Jorku, a zmiana rodziny wiązałaby się z przeprowadzką, a tym samym niemożnością ukończenia go. Koniec końców mój rematch był bardzo pokojowy. Hości zdecydowali, że to już czas, by w ich życiu regularna opiekunka zajęła miejsce au pair, a ja ucieszyłam się, że w końcu zakończą się moje sprzeczki i walki z prawie nastolatkami, w domu wypełnionym po brzegi progesteronem i dramą. Z moich prywatnych obserwacji wynikało, że większość dziewczyn zmieniając rodzinę po pierwszym roku, przybija sobie piątkę z “rematchem”. Być może wynika to z tego, że zauważa się więcej niedociągnięć, zna się lepiej zwyczaje panujące w USA, a może najzwyczajniej w świecie czuje się swobodę wypowiedzenia swoich myśli w obcym języku.

10638108_904195316266290_548807699_n

Jak przebiegł mój rematch?

Standardowo rematch powinien odbyć się w ciągu dwóch tygodni. Rodzina ma czas na znalezienie kogoś na miejsce odchodzącej au pair, a ona sama ma czas na poszukiwanie nowej rodziny. Mój rematch był czasochłonny i trwał dłużej niż 14 dni. W tym czasie dalej przebywa się w domu host rodziny, pracuje dla nich i dostaje kieszonkowe. Nie polecam odwlekania decyzji o rematchu, by tak jak ja mieć trudności ze znalezieniem host rodziny na ostatnie 5 miesięcy. Udało mi się jednak znaleźć najlepszą host rodzinę w historii tego programu. Moi hości, z którymi spędziłam ostatnie miesiące w USA, byli hiszpańsko-irlandzką rodziną z dwójką dzieci. Do USA ściągnął ich jedynie awans hostki. Byli najlepszymi przyjaciółmi i pracodawcami, którzy sami starali się znaleźć mi dodatkowe zajęcia, w czasie, w którym nie musiałam opiekować się ich dziećmi.

Duże dzieci czy małe dzieci?

Istnieje pogląd, że praca z większymi dziećmi jest łatwiejsza. Być może fizycznie tak, bo nie trzeba biegać za szkrabem, który uczy się chodzić, ale psychicznie może ona wyniszczać. Małe dzieci łatwiej akceptują au pair, przywiązują się do niej, ufają i kochają bezwarunkowo. Nastolatki nie. Jedyny plus wynikający z pracy z dziećmi w wieku szkolnym jest taki, że masz czas wolny w ciągu dnia. I tak nie zrobisz nic szałowego w tym czasie, poza spotkaniem z inną au pair, która ma wolne, więc ja polecam prace z małym dzieckiem, które wykorzysta Twój limit 45 godzin w tygodniu, a weekend jest dla Ciebie! Moim zdaniem to dużo ważniejsze, by móc wyjść z domu hostów w piątek wieczorem i wrócić w poniedziałek rano. Ja z wielkim żalem patrzyłam na dziewczyny, które mają przepisowy jeden weekend wolny w miesiącu.

img_4817

Czy polecam wyjazd au pair?

I tak, i nie. Wszystko zależy od tego, kim jesteśmy i jakie mamy oczekiwania od programu. Ja oczekiwałam dobrej zabawy i możliwości podróżowania, co udało mi się bezapelacyjnie. Inne dziewczyny jadą tam “dla lepszego jutra” i znalezienia męża. Ktoś jeszcze, by nauczyć się języka, obkupić się w markową odzież, uciec od rzeczywistości, sprawdzić siebie itd. Do tego programu trzeba mieć też szczyptę szczęścia, bo znalezienie odpowiedniej host rodziny warunkuje cały nasz pobyt. Z perspektywy czasu myślę, że byłam wielką szczęściarą, znajdując takie, a nie inne rodziny hostujące i dlatego nie żałuję tych dwóch lat, chociaż nie wiem, czy byłabym w stanie to powtórzyć.

Pewnie zastanawiacie się, czego nauczył mnie wyjazd au pair? Chciałoby się rzec: wszystkiego. Cierpliwości, wyrozumiałości, opanowania, odpowiedzialności. Odkryłam wiele prawd rządzących ludźmi i relacjami między nimi. Nabrałam wiary w siebie, pomimo że nigdy szczególnie nie cierpiałam na jej brak. Ale przede wszystkim wiem, jak ma wyglądać moja przyszła rodzina. To zupełnie inna sprawa widzieć problemy w swoich rodzinach. Tam jesteś częścią obcej rodziny, siedzisz w środku ich porażek, problemów i kłótni, ale też radości, sukcesów i zwycięstw. Zauważasz błędy, które popełnia mąż wobec żony i żona w stosunku do męża. Uczysz się dogadywać z dziećmi, czasem przypominając sobie, jak to jest spojrzeć na świat ich oczami. Przekonujesz się na własnej skórze, że wychowanie dzieci i opieka nad nimi to jedno z najcięższych życiowych zadań. Cieszę się, że doświadczyłam tego wszystkiego, zanim zdecydowałam się na założenie swojej rodziny. Bycie au pair idealnie leczy także z pośpiechu do bycia żoną i mamą. No ok, nie wszystkich, ale większość dziewczyn odkłada te poważne decyzje “na po 30 albo kiedyś tam”.

A najlepszą informację zostawiam na koniec! Obowiązkiem agencji jest odesłanie au pair do kraju, z którego pochodzi po zakończonym programie. Mi udało się przekonać koordynatorkę, że bilet w jedną stronę do Brazylii przyda mi się bardziej niż powrotny do Polski. I właśnie dzięki programowi Au Pair znalazłam się po raz pierwszy w Brazylii w lutym 2015! No a resztę historii na pewno znacie, jeśli jesteście z nami trochę dłużej! :) 

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus