Brazylia – kraj miłości, korupcji i słońca

Czyli świeżo upieczone wrażenia po wylądowaniu w kraju, który będzie moim domem przez bliżej nieokreślony czas. Powinnam dużo wcześniej podzielić się z Wami moimi pierwszymi spostrzeżeniami, ponieważ za kilka dni będą one przeterminowane i niezdatne do użytku i z pewnością nie będzie ich można nazwać pierwszymi. W Brazylii znalazłam się pięć dni temu, w niedzielę o godzinie 8, lądując na São Paulo–Guarulhos International Airport.

photo 2

Lot z Atlanty do São Paulo  zajął mi niecałe 10h, które upłynęły na spaniu i oglądaniu „The Goood Lie”. Stresowałam się nieco czekającym mnie starciem z celnikiem, ponieważ wiele osób straszyło mnie, że bez biletu powrotnego nie będę w stanie przekroczyć granicy. Że pierwszy komar, który mnie ugryzie, zarazi malarią i umrę. I inne miejskie legendy tego pokroju. Jedyne, co przynoszą mi komary to chęć drapania, a spotkanie z przedstawicielem służb granicznych okazało się bardziej stresujące dla niego, niż dla mnie, ponieważ nie rozumiał ani słowa po angielsku. Gdy po wbiciu wizy w mój paszport zapytałam go „Czy to już?”, pokręcił tylko głową i powiedział: „I don’t falo”. Lekcja z tego jest banalnie prosta – czasem nie warto słuchać nikogo, po prostu robić swoje i się nie przejmować:)

photo 4

photo 3

W drodze do rodzinnego domu koleżanki, która odebrała mnie z lotniska, zatrzymałyśmy się przy Mercadão, by móc spróbować typowo turystycznej atrakcji – Sanduiche de mortadela.

photo 8

Wnętrze Mercadão

A tu wspomniana kanapka :D

A tu wspomniana kanapka :D

Już w drodze do Itu udało mi się zobaczyć kilka faveli, czyli dzielnic biedy, zamieszkiwanych przez niepracujące, wielodzietne rodziny, w których gwałty na córkach, handel narkotykami i brudne interesy są na porządku dziennym. Państwo niewiele może zrobić z mieszkańcami tych dzielnic, ponieważ nie są to ludzie stworzeni do pracy i łatwe do przewidzenia jest, że likwidacja faveli w jednym miejscu zagwarantuje jej odbudowę w drugim miejscu. Niektóre domy (lepianki) są naprawdę zadziwiająco dobrze zorganizowane, a ich właściciele potrafią nawet znaleźć darmowy, kradziony dostęp do elektryczności. Oni udają, że nie kradną, wszyscy inni udają, że nie widzą i tak kręci się życie.

Itu to średniej wielkości miasto oddalone od São Paulo o około godzinę jazdy samochodem. Po drodze musiałyśmy dwukrotnie zapłacić za autostradę, której stanu zdecydowanie możemy zazdrościć Brazylijczykom. Pierwszy odcinek to 7 R$, drugi 9$. Łącznie około 20zł. W domu czekała na nas wyborna uczta. Churrasco, domowe ciasta, feijoada Brahma, czyli popularne w tym kraju piwo i ponad 40 gości wyczekujących degustacji Żubrówki.

photo 7

Powitalne słodkości

Wieczorem wróciłyśmy do São Paulo, by celebrować urodziny jednej z koleżanek Tatiany. Oczywistym jest, że Brazylijki to piękne i gorące kobiety, ale na imprezie urodzinowej odkryłam też, że zupełnie nie przejmują się swoimi niedoskonałościami. Cellulit nie przeszkadza, by założyć obcisłe, krótkie szorty, a odkładający się tłuszczyk na plecach nie hamuje przed założeniem koszulki odkrywającej plecy. Dowiedziałam się też, że miejscowi lubią, w ramach odpoczynku od imprezy, odwiedzić otwarty 24h/dobę/7 dni w tygodniu sklep, zwany „banka”, przypominający bardziej stragan, w pobliżu którego raczą się nie do końca legalnymi środkami.

Nie miałam zbyt wiele czasu na typowo turystyczne atrakcje, ponieważ wszystko i wszyscy skupiają się teraz na karnawale, a jeśli już mam okazję na poznawanie São Paulo, to zazwyczaj od tej najdziwniejszej, przyciemnionej strony. Jak na przykład nocny przejazd przez ulicę, przy której pracują transsesksualne prostytutki, najczęściej z północy kraju. Choć ciężko w to uwierzyć, stanowią one atrakcje turystyczną, a zdarza się nawet, że korporacje opłacają rachunki za korzystanie z ich usług przyjezdnym kontrahentom, np. koreańska KIA.

Z poniedziałku na wtorek zdecydowałyśmy się na zorganizowanie kolejnej imprezy powitalno-karnawałowej. Poznałam znajomych mojej przyjaciółki, nauczyłam się kilku niezbędnych zwrotów po portugalsku. Musiałam też zadeklarować, że od dziś jestem fanką klubu sportowego Corinthians i dowiedziałam się, jak wiele znaczy w tym kraju przytulanie i całowanie innych (nawet mało znanych osób). Na powitanie – przytulenie z jednym buziakiem i pytanie Tudo Bem? Na które odpowiedź brzmi tak samo tylko z wykrzyknikiem. Czule witają się wszyscy – starzy i młodzi, koledzy z kolegami, koleżanki z koleżankami, wnuczęta z babciami itd.

Tego wieczoru usłyszałam też jedno z dziwniejszych pytań w moim życiu: Czy w Polsce mamy motele do uprawiania seksu? Na początku zastanawiałam się, czy chodzi o jakieś zakazy, nakazy, zasady, co i kto może robić w motelu. Ale po kilku pytaniach pomocniczych zrozumiałam, że brazylijski motel nie oznacza wcale taniego hotelu przy drodze dla podróżnych, a miejsce które wynajmuje się na 4 godziny, by w spokoju oddawać się cielesnym rozkoszom. Przyjeżdżają tam pary i wybierają pokój (są pokoje tematyczne, jak na przykład dżungla, Big Brother – gdzie istnieje możliwość podglądania pary w pokoju obok czy też udostępnienia swojego obrazu lub pomieszczenie regularne, tylko z łóżkiem). Ja byłam zdziwiona istnieniem tego tworu, a oni byli zdziwieni brakiem jego istnienia w Europie.

Obiecuję, że przy okazji następnego wpisu pojawi się więcej zdjęć i informacji z kategorii „turystyczne”. OK, bądźmy szczerzy – nikt nie eksploruje miasta w trakcie karnawału, więc do zobaczenia z konkretniejszymi informacjami dotyczącymi São Paulo zaraz po karnawale!

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Ola

    Ale u nas są hotele-motele na godziny ;-) Może nie z takimi atrakcjami jak w Brazylii ale są :-)

    • Haha Ola – dobrze wiedzieć!:)

  • Katarzyna Nowak

    Super wpis! Już nie mogę się doczekać kolejnych, koniecznie dodaj więcej zdjęć! Trzymaj się;-)

    • Dzięki Kasia:) Z pewnością będzie więcej wpisów, co do zdjęć to wiadomo, że fotograf ze mnie słaby bardzo ale będę się starała:D Buziaki