Norweska uprzejmość, czyli o tym, co spotkało mnie podczas wakacji w Norwegii

Pamiętam jeden z felietonów Wojciecha Manna, w którym poniekąd opowiada wizytę w Polsce swojego znajomego z Ameryki. Autor opisuje zwiedzanie wraz z towarzyszem, który bardziej od zabytków, zainteresowany był samymi Polakami, a raczej tym, że któryś już z kolei nie odwdzięczył posłanego uśmiechu. Mann stając w obronie narodu, wyjaśnił mu, że Polacy nie uśmiechają się w środy – akurat była środa. I choć sami możemy narzekać na to , że nie uśmiechamy się nigdy, to strasznie trudno trafić do kraju, gdzie uśmiech towarzyszy wszystkim, zawsze i wszędzie. Tym razem nie o USA mowa, a o Norwegii.

Jak to jest z tą norweską uprzejmością

Skandynawska uprzejmość po moich doświadczeniach nie wydaje się być tylko powierzchowna – choć polska mentalność zabrania mi wierzyć w aż tak bezinteresowne działanie. Podobno Norwegia dzieli się na Północ, Południe i Oslo. Przy czym Oslo to nie Norwegia, a Północ to prawdziwa Norwegia, zimny klimat i ciepła gościnność. „Ci z północy” nie lubią południowców, bo są niemili.

Co ciekawe, większość moich wspomnień wiążę z dolną częścią kraju – z tymi „niemiłymi”. Jednak krąg moich znajomych, bliższych, dalszych, ludzie, których mijam, spotykam w bankach, urzędach, sklepach czy nawet kelnerzy – nikt nie jest tak miły, jak Norwegowie, których poznałam. Moja przyjaciółka Szwedka, mieszkająca w Norwegii jakieś 20 lat, mówi, że to słońce jest powodem nieustannego uśmiechu. Na zasadzie balansu zimą wszyscy są ponurzy, bo i taka jest pogoda, a wraz z pierwszymi promieniami słońca pojawia się ogólna euforia.

Uśmiech, uśmiechem – najdziwniejsza jednak jest ta bezinteresowna uprzejmość. Szukając pracy, nigdy w życiu nikt mi tak miło nie odmawiał. Sama czasem gubiłam się czy powiedział tak, czy nie. Słyszę „nie, dziękuję”, widzę „tak, tak, tak”.

Jednak, kiedy usłyszysz „tak, tak, tak”….

Pierwsze „tak” w tegoroczne wakacje usłyszeliśmy od dziadka z łódką (nie pamiętam imienia) – zapalonego wędkarza, który mimo iż był naszym pracodawcą, pozwolił zapomnieć nam, że jesteśmy w pracy.

Jego domek letniskowy znajdował się 10 minut płynięcia łódką od naszego pola namiotowego. Początkowo mieliśmy dostać łódkę i właśnie nią dopływać do pracy – jednak stwierdził, że to straszna niedogodność. Dlatego plany się zmieniły i zamieszkaliśmy w domku letniskowym, dostając do użytku łódkę rzecz jasna, by w jakiś sposób móc w razie potrzeby dostać się do cywilizacji.

A oto widok z "okna"

A oto widok z „okna”

Tak wyglądała okolica

Tak wyglądała okolica

Takie smakołyki zbieraliśmy w pobliżu

Takie smakołyki zbieraliśmy w pobliżu

I jeszcze jeden widok na okolicę

I jeszcze jeden widok na okolicę

A tak pływaliśmy łódką dziadka:

Bo nasza była nieco wolniejsza:

Nasza łódka

Nasza łódka

Łowienie ryb z łódki

Z racji tego, że nasz pracodawca był zapalonym wędkarzem, to zamiłowanie próbował zakorzenić też i w nas. Owszem, chcieliśmy i mieliśmy chęci, ale brak umiejętności. Oprócz wędek dostaliśmy hmm „łapkę” na 6 ryb, zrobioną własnoręcznie przez dziadka. Haczyki ze stali nierdzewnej, które miały wytrzymać 10 lat, w naszych rękach wytrzymały jakieś 30 sekund, żyłka się zerwała i wszystko poszło na dno. Jednak łowienie ryb na łódce w Norwegii, mogę odhaczyć.

Wolontariat na festiwalu muzycznym

Norwegia mimo iż piękna, potrafi czasem nudzić, zwłaszcza, gdy siedzi się długo w jednym miejscu. Tak też było z nami, w oczekiwaniu na nową pracę, znudzeni Fredrikstad i wyspą Krakeroy, wraz z moim kolegą Pawłem postanowiliśmy pracować, a raczej być wolontariuszami na tamtejszym festiwalu. Był to Månefestivalen, odbywający się w zabytkowej, starej i przeuroczej części miasta – Gamlebyen. Dzisiejsze Gablebyen, odwiedzane najczęsciej przez turystów i żyjące tylko w sezonie, niegdyś było fortem, do dziś otoczonym fosami w kształcie połowy gwiazdy.

Gamlebyen w kształcie gwiazdy

Gamlebyen w kształcie gwiazdy

Festiwal, jak na warunki norweskie, był dużym przedsięwzięciem. Przyjechali ludzie z wielu zakątków Norwegii i Szwecji. Utrzymany był w klimacie nieco feministyczno-rockowym i przyciągnął nie tylko młodych ludzi. Choć mam wrażenie, że większość tych młodych była wolontariuszami, tak jak ja i Paweł.

Zajęcia przydzielane wolontariuszom nie były wymagające – 6 godzin dziennie pilnowałam, by ludzie nie migrowali z alkoholem w ręku między strefami. Nie wiem, jak by było w Polsce, ale w Norwegii nie było, co robić. Dlatego później dostałam nieco poważniejsze zadanie – wraz z Pawłem przechadzaliśmy się po terenie festiwalu znów pilnując, tym razem tego, by każdy był szczęśliwy. Czyż nie brzmi pięknie?

Jako wolontariusz miałam wolny wstęp na koncerty i darmowe posiłki. Tegorocznymi gwiazdami były Susanne Vega i Patti Smith. Jako turysta nigdy pewnie nie dowiedziałabym się o możliwości uczestniczenia w festiwalu za darmo, a na bilet nie byłoby mnie stać.

I zdjęcie z samego festiwalu

I zdjęcie z samego festiwalu

Scena alternatywna

Scena alternatywna

I widok na drugą stronę

I widok na drugą stronę

O królestwie, księżniczce i norweskim weselu

Jak wiecie, Norwegia to królestwo z prawdziwego zdarzenia – z królem, królową i księżniczką. W Oslo można zwiedzić Zamek Królewski. Wraz z moimi towarzyszami byliśmy tym razem bardziej dociekliwymi turystami – oczywiście dzięki pracy. Zwiedziliśmy bowiem jedną z letnich posiadłości rodziny królewskiej. A było to tak..

Znajomi znajomych – Anja i Chrstian, mimo 20 letniego związku w końcu chcieli sformalizować swoje relacje i wziąć ślub. Pan młody – lekarz, syn lekarzy, zadziwiający typowo nordycką urodą. Pani młoda zaś skończyła Malarstwo na krakowskim ASP, a jej brat jest pisarzem i mężem Marty Ludwiki – księżniczki Norwegii. No a my mieliśmy być kelnerami na weselu.

Norweskie wesele znacznie różni się od tego typowo polskiego. Cała uroczystość odbywała się na zewnątrz posesji, mimo już chłodnych wieczorów. Z pociętych europalet, poukładanych na skałach, stworzono siedzenia. Aby uniknąć jak większego kontaktu gości z domem ksieżniczki, panowie mieli korzystać z toalety w głębi lasku. Ceremonia zaślubin nie odbywała się w kościele. Pastor, a raczej pani pastor, przyjechała i cały rytuał odbył się pod jedną z królewskich sosen. Dress cod był również mniej sformalizowany – królowały zwiewne i letnie sukienki w kwiaty.

My byliśmy obsługą przed weselem, w jego trakcie i po ceremonii. Jednak jako ulubieńcy wszystkich non stop byliśmy częstowani piwem i innymi trunkami. Również mieliśmy się dobrze bawić!

Czekamy na łódź na wyspę, na której znajduje się posiadłość

Czekamy na łódź na wyspę, na której znajduje się posiadłość

Zostaliśmy poczęstowani piwem z browaru królewskiego - bez szału

Zostaliśmy poczęstowani piwem z browaru królewskiego – bez szału

Dziadek Anji zaprosił nas na łódź, którą sam zrobił i przypłynął nią z San Francisco

Dziadek Anji zaprosił nas na łódź, którą sam zrobił i przypłynął nią z San Francisco

I  łódka w środku

I łódka w środku

No i już zdjęcie z samej rezydencji

No i już zdjęcie z samej rezydencji

W dniu wesela wanna była wypełniona lodem i alkoholem

W dniu wesela wanna była wypełniona lodem i alkoholem

Basen idealny

Basen w idealnym otoczeniu

O weselu można było później przeczytać w plotkarskim tabloidzie

O weselu można było później przeczytać w plotkarskim tabloidzie

To jeszcze nie koniec

To tylko część przyjemności, jakie spotkały mnie z tytułu pracy w Norwegii i uprzejmości samych jej mieszkańców. Było ich oczywiście dużo więcej. Znajomości z pracy pozwoliły nam w jakimś stopniu doświadczyć prawdziwego życia w Norwegii. Nie czułam się jak zwykły pracownik z Polski, a jak część społeczności. Wyjścia do galerii, spotkania z zapoznanymi Norwegami, wspólne imprezowanie czy nawet wspólne popołudniowe nic nie robienie na tarasie w ogródku sprawiły, że poczułam klimat norweskiej codzienności widziany od środka, a nie oczami jedynie turystki.

Na koniec, podam, najnudniejszy z pewnością, ale dla mnie największy zysk z mojej podróży:
Hans i Eva-Lotta – najlepsi ludzie na świecie. Gościli nas u siebie rok temu i w tym roku. Totalnie bezinteresownie.

Nasi gospodarze

Nasi gospodarze i ich urocza weranda

Przemiła Eva Lotta

Przemiła Eva-Lotta

I w mieszkaniu

I w pięknie urządzonym mieszkaniu

Niestety, nie prowadziłam najlepszej dokumentacji fotograficznej, co musicie mi wybaczyć. Już niebawem pojawi się kolejny wpis na temat Norwegii. Będzie bardziej praktycznie – parę wskazówek na temat tego, jak zorganizować wakacyjny wyjazd do pracy w Norwegii.

Macie tak samo pozytywne skojarzenia z Norwegią i jej mieszkańcami, jak ja? Jakie inne narodowości pozytywnie zaskoczyły Was w trakcie podróży?

Autor: Iwona Pietrusza

OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Ewa R.

    Iwona wciąż ładnie pisze! Aż chce się pojechać :)
    Pozdrowienia <3