Sama na O’ahu i co dalej?

Przedostanie się z lotniska do Waikiki Beachside Hostel miejskim autobusem to jedno z tych doświadczeń, które nie kojarzy mi się z wakacjami życia. I to nie ze względu na jakieś awersje do miejskich środków komunikacji, czy tłumu, a ze względu na fakt, że wszyscy deptali mój bagaż i nikt nie potrafił mi odpowiedzieć na pytanie gdzie mam wysiąść, by znaleźć się jak najbliżej Lemon Road. Sam kierowca zignorował moje pytanie, udając, że mnie nie słyszy. Z dziwnych powodów sprawiło mi to nawet radość, bo pomyślałam sobie, że chociaż dalej jestem w USA, to nie zapowiada się, bym w tym stanie doświadczyła sztucznej amerykańskiej uprzejmości. Nie chciał, to nie odpowiedział. Przecież widziałam, że był zapracowany, a ja koniec końców miałam jakąś namiastkę mapy, zamieszczonej w turystycznej broszurze znalezionej na lotnisku. Autobus jechał okrężnymi drogami, a nazwy wszystkich ulic zdawały się brzmieć zbyt podobnie, by móc je zapamiętać – Ka’iul’ani, Kapuni, Nahua, Nohonani, Kalaimoku czy Paoakalani…

Gdy dotarłam do hostelu, zegar wskazywał 18, a ja uzmysłowiłam sobie, że sporo czasu minęło od chwili, w której ostatni raz coś jadłam i spałam. Nie czułam jednak ani głodu, ani zmęczenia. Tylko wszechogarniającą radość, która kazała mi zostawić rzeczy w hostelowym pokoju i iść na plażę (od której hostel oddzielony był całą minutę drogi spacerem). Nie szczególnie też przejęłam się rozwieszonymi wokół ostrzeżeniami o nadchodzącym, przerażającym i złowrogim huraganie.

Na plaży spotkałam kobietę, która siedziała przede mną w samolocie. Wymieniłyśmy kilka uśmiechów i może dwa zdania, by kilka godzin później wspólnie obejrzeć zachód słońca, wymienić się numerami telefonów, porozmawiać o życiu, pogodzie i dzieciach oraz o tym, dlaczego sama spędzam wakacje. Sara, bo tak miała na imię wspomniana kobieta, zaproponowała mi odkrywanie wyspy razem z nią, jej mężem i dziećmi. Wynajmowali samochód i mieli dość starannie przygotowany plan podróży, wliczając w to „przystanki na siku dla dzieci”. Średnio podobał mi się pomysł spędzenia wakacji z jakimś obcym małżeństwem i ich dziećmi według sztywnego grafiku, ale doceniłam jej propozycję i stwierdziłam, że taki obrót sprawy wcale nie musi przekreślać atrakcyjności tych wakacji. Podczas pobytu w USA nauczyłam się, że życie jest łatwiejsze, gdy kierujesz się zasadą: „You get what you get and you don’t get upset”, a ja byłam na Hawajach, obcy ludzie proponowali mi wspólne spędzenie czasu, a z daleka dobiegała hawajska muzyka. Czego więcej mogłam oczekiwać?

IMG_0158

Studenta z Azji? Który od pytania o najbliższy Starbucks przeszedł do wykładu o tym, jak to Polska i Rosja to przecież te same kraje. A o Europie wiedział tyle, że Londyn i Paryż to ładne państwa… Naprawdę próbowałam z nim rozmawiać, ale nie potrafiłam i nie miałam siły. Nie potrafię się też zachować i nie wiem co odpowiedzieć, gdy jakiś przypadkowy, obcy chłopak pyta mnie czy jest słodki i czy dam mu swój numer telefonu. Wiedziałam jednak, że to ten czas, w którym powinnam wracać do hostelu. Było już późno, a ja poczułam wszechogarniającą falę zmęczenia.

W ośmioosobowym hostelowym pokoju warunki do snu były idealne. Nikt nie chrapał, nikt nie odkurzał w środku nocy, ani nawet nie rozmawiał przez sen. Otwarte okno i wiatrak optymalizowały temperaturę, ale pomimo wszystko obudziłam się o 4 rano i nie mogłam już usnąć ponownie. Nie widziałam zbyt wielu wschodów słońca, a jeśli już to tylko przypadkiem podczas powrotu z całonocnej imprezy. Tym razem było inaczej. Ubrałam się i wyszłam z hostelu specjalnie po to, by zobaczyć wschód słońca.

IMG_0191

Pogoda jednak nie była idealna, zaczął padać lekki deszcz i zerwał się wiatr. Oczami wyobraźni widziałam nadchodzący huragan, którego przyjście przerażało mieszkańców. Pogoda zepsuła się jednak na 10 min, by po ich upływie na horyzoncie pojawiła się tęcza, której początek i koniec dawał ocean. Zamiast filmowego wschodu słońca zobaczyłam ładną tęczę – też dobrze:)

Powoli wschodzące słońce

Powoli wschodzące słońce

Łapanie fali

Łapanie fali

IMG_0200

W planie miałam powrót do hostelu na śniadanie, czyli wyborne tosty z masłem orzechowym i dżemem. Nie nabijam się – naprawdę je lubię. Dwie godziny, które miałam w zapasie postanowiłam wykorzystać na spacer w kierunku wulkanu Diamond Head.

IMG_0267

IMG_0208

Mijając dziwne drzewa…

...palmy...

…palmy…

...i jeszcze więcej palm...

…i jeszcze więcej palm…

coraz wyraźniej zaczął rysować się przede mną wulkan, w którego kierunku zmierzałam.

…coraz wyraźniej zaczął rysować się przede mną wulkan, w którego kierunku zmierzałam.

IMG_0226

I jeszcze większy wulkan

Podczas spaceru zazdrościłam tym, którzy nie dość, że mieszkają na Hawajach, to jeszcze u podnóży wulkanu.

Podczas spaceru zazdrościłam tym, którzy nie dość, że mieszkają na Hawajach, to jeszcze u podnóży wulkanu.

Kolejny z domów z fantazyjnie zdobioną bramą

Kolejny z domów z fantazyjnie zdobioną bramą

Le Ahi Beach Park

Le Ahi Beach Park

Spotkałam też kota na wakacjach, który wygrzewał się w słońcu i słuchał muzyczki z małego, białego głośnika

Spotkałam też kota na wakacjach, który wygrzewał się w słońcu i słuchał muzyczki z małego, białego głośnika

Roślinność

Roślinność

Bardziej od samego samochodu podoba mi się opcja recyclingu suchych palm:)

Bardziej od samego samochodu podoba mi się opcja recyclingu suchych palm:)

Drive Slow

Drive Slow

Bardziej nowoczesna i bogatsza część sąsiedztwa

Bardziej nowoczesna i bogatsza część sąsiedztwa

Z jeszcze bardziej nowoczesnymi domami

Z jeszcze bardziej nowoczesnymi domami

A może by tak studia w Honolulu?

A może by tak studia w Honolulu?

Nie weszłam jednak na wulkan, bo byłam zbyt głodna i zupełnie nieprzygotowana. Słońce zdawało się grzać coraz mocniej, a wizja świeżych peanut butter jelly toasts czekających w hostelu, kazała mi złapać pierwszy lepszy autobus, by wrócić i zacząć planować resztę dnia.

Jeszcze nie wiedziałam, że podczas mojego pobytu na Hawajach spotkam trzech Polaków i plany nie tylko na dopiero co rozpoczęty dzień, ale i resztę wyjazdu ułożą się same.

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Ekspert

    Cos mi sie z zalu sciska jak czytam ten post!