Sprzedawałam pierogi w Rio de Janeiro

Co się dzieje, kiedy polsko-ukraińska para podróżująca po Ameryce Południowej spotyka Polkę, która chcąc urozmaicić drogę do domu z USA, zatrzymuje się w Brazylii? Budzą się słowiańskie demony. Budzą się potrzeby poważnych dyskusji o życiu i śmierci i malowania jajek na Wielkanoc. I w końcu budzi się pęd do zakrapianej, wieczornej posiadówy, która to owocuje unikatowym pomysłem o nazwie „zróbmy jutro pierogi”.

Plan prosty i smakowity komplikuje Brazylijczyk, który dorzuca do pomysłu swoje 5 groszy i  proponuje, by nie tylko je robić, ale i sprzedawać!

Przecież pierogów nie da się nie lubić. Ludzie w Rio oszaleją. To jest skazane na sukces, mówię Wam. Poza tym my lubimy jeść „na ulicy” i o ile mięsożerni mają spory wybór, o tyle wegetarianie skazani są na kukurydzę. A pierogi są wegetariańskie! Musimy to zrobić.

Myślisz sobie, że brzmi to całkiem sensownie i wiąże się z dobrą zabawą, więc czemu by nie spróbować? Tak się złożyło, że cała nasza czwórka miała dużo wolnego czasu, mało planów, sporo pozytywnej energii i po 20R$, by zainwestować w biznes. Przez moją głowę przeleciała myśl, że może potrzebujemy jakiegoś zezwolenia, żeby wcielić nasz pomysł w życie. Przecież sprzedaż jedzenia na ulicy nie brzmi do końca legalnie. Brazylijskie realia szybko sprostowały moje obawy.

Jak już niejednokrotnie wspominałam, sporo rzeczy działa w Brazylii według innych standardów niż te, do których przywykliśmy w Polsce. Państwo nie podejmuje działań polegających na utrudnianiu życia ludziom, którzy poprzez drobną sprzedaż, czy to w centrum miasta, czy na plażach, starają się przeżyć kolejny dzień. Dopóki nie zajmujesz wyznaczonej przestrzeni publicznej na chodniku, plaży, placu, skwerku możesz handlować bez zezwolenia. Oznacza to, że jeśli przemieszczasz się ze swoim towarem, nikt nie powinien robić żadnych problemów i rzucać kłód pod nogi.

Z wiedzą, że nasz plan nie wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem, przystąpiliśmy do działania. Pierwszy problem pojawił się jednak szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Podczas zakupu składników. Czym bowiem zastąpić twaróg? Riccota? Serek Philadelphia? A może tradycyjny ser ze stanu Minas Gerais?

Dwa kilogramy tego sera poproszę.

Ziemniaki, cebula, mąka, sól, pieprz, ciepła woda. Do tego mała kuchnia w Rio de Janeiro, 30 stopniowy upał i kilka dobrych godzin pracy przed pierwszym dniem sprzedaży. Dniem próby.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Był poniedziałek, a przy Praça São Salvado cotygodniowe spotkanie akrobatów, żonglerów, pogromczyń hula hop, kręcących pojkami i władców contact ball. Stwierdziliśmy, że to właśnie target, który chcemy spotkać w Rio i któremu, spotkania nas, bardzo serdecznie życzymy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Około 22 zaczęło robić się dość tłoczno. Coraz więcej ludzi porzucało trening w imię zimnego piwa, zaciągając się przyjemnie pachnącymi specyfikami. Miłośnicy cyrkowych sztuczek, jak i ich obserwatorzy z coraz większą uwagą wpatrywali się w nasz firmowy baner i z pytającym wzrokiem podchodzili bliżej, by dowiedzieć się, czym są pierogi.

Pierwszy klient z ukraińskimi korzeniami i wielkim smakiem na nasze starannie zapakowane pierogi spędził z nami sporo czasu, próbując sobie przypomnieć pojedyncze ukraińskie słowa i porównując nasz wyrób do babcinych dań. To dało nam pewność, że nasz kuchenne starania nie poszły na marne. Brazylijczykom, którzy nigdy nie mieli do czynienia z kuchnią polską, pomagało tłumaczenie, że pieróg to taki polski „pastel”, czyli znana im w smaku przekąska. Nie spotkaliśmy z ani jedną negatywną opinią na temat pierogów. Jedna turystka z Curitiby, miasta w stanie Paraná, będącego jednocześnie największym skupiskiem Polonii w Brazylii upierała się, że pierogi wymyślono właśnie tam. Dopiero gdy sprawdziła prawdziwość naszych słowiańskich korzeni rozpłynęła w „ochach” i „achach” wraz z pierwszym gryzem. Sympatyczna para, która spędziła kilka lat w Nowym Jorku, zamieszkując polską dzielnicę Greenpoint, zapytała czy nie bylibyśmy w stanie zrobić bardziej hurtowej ilości 50-100 sztuk, by mogli zamrozić jedno z najlepszych dań kuchni polskiej. Kilka osób pytało nas również, czy w środku nie ma jakiegoś składnika na poprawę humoru. Z negatywną odpowiedzią i smutkiem w oczach odchodzili dalej, by kupić wesołe brownie. Za to inni wracali po drugą i trzecią porcję.

Nikt również nie narzekał na cenę, którą ustaliliśmy po wielu kalkulacjach i przemyśleniach. Trzy pierogi za 4 R$. Jedna z klientek twierdziła nawet, że to za mało za ten wyjątkowy smak. Oczywiście za pieniądze, które zarobiliśmy, nie wybudowaliśmy domu. Nie rozkręciliśmy biznesu i nie kupiliśmy używanego niemieckiego auta. Właściwie to żadne z nas tych pieniędzy już nie ma. Jednak mamy niesamowite wspomnienia, których nie kupilibyśmy nawet na pchlim targu. Mamy za sobą niesamowicie miłe konwersacje z Brazylijczykami. Dużo zabawy i śmiechu i misję szerzenia polskości. Może dla niektórych to dziwne i niezrozumiałe.

Po co marnować czas na robienie i sprzedawanie pierogów w jednym z najciekawszych miast na świecie? Chyba własnie dlatego, że czasem naprawdę łatwiej poczuć klimat i magię miejsca, w którym przebywamy, poprzez obcowanie z lokalsami, niż przez zaliczenie wszystkich turystycznych atrakcji, których w Rio nie brakuje.

 

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus