Środowe przygody na O’ahu

Siedząc przy hostelowym stole i czekając na typowo amerykańskie śniadanie, usłyszałam dziewczęcy głos, który brzmiał dość miło i przyjaźnie. Zapewne dzięki temu, że był to swojski, ukochany głos polski i cokolwiek nie wydobyłoby się z ust tej dziewczyny, to wzbudziłoby we mnie takie same, pozytywne uczucia. Odwróciłam się, wzrokiem poszukując autorki słów. Po kilku sekundach stało się jasne, że to młoda blondynka, siedząca kilka stolików dalej. Podeszłam do niej z jednym z najgłupszych pytań jakie mogłam wtedy sformułować: „Jesteś z Polski”?

Oczywiście, że była. Uśmiechnęła się i powiedziała, że jestem już którąś Polką z rzędu, którą spotyka na Hawajach. Wymieniłyśmy się podstawowymi informacji skąd, dokąd, po co i dlaczego, by chwilę później poznać jej młodszego brata. Zabawne i miłe rodzeństwo z Krakowa to jednak nie jedyni Polacy, których spotkałam. Nasza głośna rozmowa przyciągnęła do stolika kolejnego rodaka. Wziął się znikąd i nie pamiętam nawet, czy zdążył się przedstawić, zanim dość żywo zaczął opowiadać o tym, że właśnie wraca z Woodstocku i że nawet nie mamy pojęcia, jaka to super impreza! Dość sceptycznie podchodzę do ludzi, którzy wykrzykują jakimi są imprezowymi zwierzętami zaraz w pierwszej sekundzie po poznaniu i informują świat o swoich chwilach uniesień malinkami na pół szyi.

„Gimbaza” – pomyślałam w głębi, nie dając jednak niczego po sobie poznać.

Nie jestem fanką wszelkich życiowych mądrości o wielkim znaczeniu pierwszego wrażenia i przekreślaniu swojej sympatii do ludzi tylko dlatego, że na początku wydają się mieć w sobie coś niepokojącego, więc dość szybko zmieniłam zdanie o koledze z Woodstocku, odkrywając, że to całkiem dowcipny chłopak z dobrymi pomysłami. A jednym z pierwszych jego dobrych pomysłów było spędzenie tego dnia we czwórkę. Jako, że nikt nie miał sprecyzowanych planów, a on wypożyczył samochód, to plan był oczywisty – jedziemy przed siebie.

wakacje w aucie

A co szczególnego można zobaczyć i zrobić na O’ahu?

  • Jeść orzeszki w Mustangu.
  • Odwiedzić pchli targ i kupić hawajską spódnicę za 5$, złoty łańcuch i niedziałające pistolety na wodę.
  • Nieumyślnie zakopać samochód na plaży i liczyć na łaskę miejscowych, którzy pomogą wyjść z opresji.
  • Pić miodowego Jacka Danielsa na Waikiki Beach do białego rana.
  • Popatrzeć na ludzi ze swojego pokoju w hostelu, którzy zdają się przylatywać na Hawaje tylko po to, żeby spać.
  • Poznać ból młodego mężczyzny, któremu mama w młodości kazała kłaść kafelki w domu.
  • Opalać się, dać podtopić wielkim falom i grzebać patykiem w suchej rybie, znalezionej na plaży.
  • Zobaczyć miejsce na wyspie, w którym dorastał Barack Obama.
  • I patrzeć na tych, którzy zasadę mojej koleżanki Basi pt. „jak się bawić, to bez gaci” przyjęli zbyt dosłownie.

A teraz na poważnie…

Dla mnie jednym z ważniejszych miejsc była baza Pearl Harbor. Towarzysze podróży nie szczególnie podzielali jednak mój entuzjazm, wynikający z odwiedzenia tego miejsca, a sam klimat, który się wytworzył, nie sprzyjał zadumie czy poważnym i głębokim myślom nad historią. Na szczęście wycieczka była darmowa, więc nie doświadczyłam zażaleń na bezsensownie wydane pieniądze, tak jak to usłyszałam od koleżanki po zwiedzeniu Świata Coca Coli w Atlancie. Nie udało mi się zobaczyć 70minutowego filmu wyświetlanego przed wejściem na pokład statku płynącego do USS Arizona Memorial.

Tuż przed cumowaniem

Tuż przed cumowaniem

Upamiętniająca tablica, znajdująca się w środku

Upamiętniająca tablica, znajdująca się w środku

USS Arizona BB 39

USS Arizona BB 39

Coś dla miłośników marynarki wojennej

Coś dla miłośników marynarki wojennej

Po 15 długich minutach i zawodzie spowodowanym nieznalezieniem lodów, którymi ochładzali swoje podstarzałe ciała wszyscy inni współtowarzysze wycieczki (bo nie wspomniałam chyba, ale łączny wiek całej naszej czwórki był porównywalny do średniej wieku ludzi, którzy opisywane miejsce odwiedzili) zdecydowaliśmy się ruszyć dalej.

IMG_0298

IMG_0301

Przydrożny dom

Przydrożny dom

IMG_0310

Zatrzymywaliśmy się od czasu do czasu. Tutaj akurat, by zrobić pamiątkowe, grupowe zdjęcie

Zatrzymywaliśmy się od czasu do czasu. Tutaj akurat, by zrobić pamiątkowe, grupowe zdjęcie:

A potem zatrzymywaliśmy się już tylko pod pretekstem kąpieli i ochłodzenia się, by jednak tak naprawdę każdy mógł zrobić to, co przypisuje się tylko małym dzieciom podczas kąpieli wodnych, a do czego dorośli nigdy się nie przyznają.

IMG_0330

IMG_0332

IMG_0335

IMG_0337

IMG_0340

Po kilku godzinach spędzonych na nicnierobieniu i planowaniu grilla, który wydarzył się dopiero kilka dni później i na którym znaleźliśmy się dość przypadkowo, postanowiliśmy wracać w kierunku cywilizacji.

IMG_0348

Udało nam się trafić na inną drogę powrotną, a przy niej czekały na nas takie niespodzianki, jak wspomniany na początku pchli targ. To, w co zamieniała się Stara Rzeźnia w Poznaniu w niedzielny poranek oraz Wrocławski Pchli Targ Pod Młynem, to jedne z moich ulubionych sposób na spędzanie wolnego czasu w tych miastach. Pchli targ jest lumpeksem dla duszy, podczas gdy zwykły lumpeks jest po prostu lumpeksem. Kończąc jednak dopisywanie teorii, tam gdzie jej nie potrzeba i dodawanie sensu istnienia starym gratom, chcę tylko powiedzieć, że nigdy nie spodziewałam się, że będzie mi dane odwiedzić tego typu miejsce w Honolulu.

IMG_0352

IMG_0354

IMG_0360

IMG_0356

Wieczór przywitaliśmy kolacją w przyjemnej, klimatycznej restauracji Buzz’s w Kailua, gdzie lokalne ryby Mahu-Mahu i Opah zapijaliśmy miejscowym piwem.

Odebranie z lotniska kolejnej koleżanki – Polki, poprzedziło trzykrotne zgubienie się w drodze i wymyślanie z jaką muzyką podjechać pod w umówione miejsce by przysporzyć jej największego zakłopotania.

Koniec końców intensywny dzień zakończył się pozytywnie, a na cześć dopiero co rozpoczynającej się nocy wzniesiony został tost drinkiem Lava Flow w barze Lulu’s Waikiki.

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • Łukasz

    Świetny wpis. Co prawda przerażają mnie troszke domy w których mieszkają hawajczycy xD ale sa dałbym się ponieść takiej niesamowitej przygodzie :)

  • Papcio Pirat

    Ostre POGO ;)

    • aneta

      Juz niedlugo „ostre pogo vol.2”:D