Trzy popkulturowe dni w Los Angeles

Los Angeles - panorama miasta

Los Angeles to miasto, które podobno najlepiej wygląda z oddali. Z perspektywy 10 tysięcy kilometrów dzielących Polskę od Kalifornii, Los Angeles wydaje się przede wszystkim miejscem nierealnymi i nieosiągalnym. Przy odrobinie samozaparcia (potrzebnego głównie po to, by odłożyć odpowiednią kwotę pieniędzy) można przekonać się, że jest to miejsce jak najbardziej rzeczywiste – nawet jeśli od czasu do czasu rzeczywistość będzie się nam mylić z filmową fikcją.

Minimum socjalne, czyli mieszkanie i samochód

Aby efektywnie wyzyskać krótki czas w Mieście Aniołów, należy podjąć dwie istotne decyzje. Po pierwsze: w jaki sposób będziemy się poruszać po tak rozległej aglomeracji? Po drugie: gdzie będziemy mieszkać? Zanim podejmiemy te decyzje, warto spojrzeć na mapę, by przekonać się, dlaczego są one bezwzględnie kluczowe.

Los Angeles to ogromna aglomeracja. Różnego rodzaju atrakcje porozrzucane są na obszarze dziesiątek tysięcy kilometrów kwadratowych. Zorganizowanie kilkudniowego zaledwie pobytu wymaga więc sporych umiejętności logistycznych.

Przede wszystkim rozstrzygnąć należy, czym będziemy się poruszać. Komunikacja miejska Los Angeles nie cieszy się dobrą sławą. Dodatkowo, wiedząc że każdego dnia przemieszczać będziemy się pomiędzy miejscami oddalonymi od siebie czasem o dziesiątki kilometrów, bardzo szybko dochodzimy do przekonania, iż bez samochodu trudno wyobrazić sobie sprawne zwiedzanie.

Wypożyczalnie samochodów służą bogatą ofertą. Warto zainteresować się nią odpowiednio wcześnie i dokonać rezerwacji przez Internet. Po wylądowaniu na lotnisku wsiadamy do autobusu z logo wypożyczalni i w ciągu kilkunastu minut docieramy do jej siedziby. Dopełniamy formalności i wychodzimy na parking, gdzie czeka nas bardzo przyjemny moment: możemy wybrać sobie jeden z kilkudziesięciu gotowych do drogi, nowoczesnych samochodów. Wsiadamy – i jedziemy. (Pamiętajmy tylko o automatycznej skrzyni biegów!)

Po Los Angeles i okolicy poruszaliśmy się Jeepem

Po Los Angeles i okolicy poruszaliśmy się Jeepem

Dokąd jedziemy? Rzecz jasna, do hotelu. I tu przechodzimy do drugiego problemu. Jeżeli jednak wcześniej podjęliśmy decyzję, że nie tylko chcemy zwiedzić samo miasto, lecz także spędzić parę chwil wypoczywając na plaży, bardzo szybko odnajdziemy właściwą lokalizację. Prawie dokładnie w pół drogi pomiędzy oceanem a śródmieściem,
a zarazem w pobliżu Hollywood leży Culver City.

Culver Hotel

To Culver City, a nie Hollywood było niegdyś sercem przemysłu filmowego. Dziś większość studiów mieści się już nawet nie w Hollywood, a w Burbank, na północ od Hollywood Hills. Spokojnie, i tam dotrzemy!

Dzień pierwszy: Fabryka Snów

Zwiedzanie Los Angeles warto rozpocząć od rzutu okiem na całe miasto. Wymaga to odpowiedniej perspektywy. Dlatego pierwszego dnia, jeszcze przed wschodem słońca, wsiadamy w samochód i jedziemy do obserwatorium astronomicznego Griffitha, znajdującego się na Wzgórzach Hollywood. Dojrzeć można stamtąd nie tylko gwiazdy.

Griffith Observatory

Obserwatorium astronomiczne Griffitha…

Griffith Observatory

…i rozpościerający się z niego widok na Los Angeles

Nieopodal, na stoku sąsiedniego wzgórza, znajduje się najsłynniejszy chyba obiekt Zachodniego Wybrzeża: mierzący 110 metrów szerokości i 14 metrów wysokości napis „HOLLYWOOD”.

Napis Hollywood widoczny z obserwatorium Griffitha

Napis Hollywood widoczny z obserwatorium Griffitha

Napis Hollywood widoczny z obserwatorium Griffitha

Samo Obserwatorium Griffitha jest miejscem ikonicznym dla kultury popularnej. To właśnie w tym miejscu doszło do dramatycznej walki na noże w filmie „Buntownik bez powodu”.

To jednak dopiero początek przygody ze światem filmu. Pierwszego dnia odwiedzić będziemy chcieli bowiem dwa studia filmowe.

Zaczynamy od jednego z najsłynniejszych. Paramount Pictures mieści się w samym Hollywood. Kosztująca 48 dolarów wycieczka po studiu odbywa się w kameralnych, kilkuosobowych grupach z przewodnikiem.

Główna brama Paramount Pictures

Główna brama Paramount Pictures

Mamy szansę zajrzeć za kulisy seriali i programów telewizyjnych, kręconych na scenach znajdujących się we wnętrzach ogromnych hal.

W studiu Paramount (zwracam uwagę na napis w tle)

W studiu Paramount (zwracam uwagę na napis w tle)

Kawałek Nowego Jorku w Kalifornii, czyli tekturowe miasteczko w studiu Paramount

Kawałek Nowego Jorku w Kalifornii, czyli kartonowe miasteczko w studiu Paramount

Oryginalna brama wjazdowa do studia

Oryginalna brama wjazdowa do studia

Oscary zdobyte przez Paramount - m.in. za dwie pierwsze części "Ojca chrzestnego"

Oscary zdobyte przez Paramount – m.in. za dwie pierwsze części „Ojca chrzestnego”

Jeśli zmęczymy się zwiedzaniem, możemy przysiąć na ławce Forresta Gumpa

Jeśli zmęczymy się zwiedzaniem, możemy przysiąć na ławce Forresta Gumpa

Zupełnie inaczej wygląda wizyta w studiu Universal, mieszczącym się w Burbank. Nie ma tu nic z kameralności: jest pełnowartościowy park rozrywki, nazwany – bardzo odpowiednio – Universal City.

Studio Universal

Studio Universal

Jest to przyjemność nietania – jednodniowe wejściówki, które uprawniają do uczestnictwa w kilkunastu tematycznych “przejażdżkach” (np. po świecie Simpsonów, Transformerów czy efektów specjalnych), kosztują 80 dolarów. Procedura ich zakupu w kasie jest uciążliwa i kuriozalna: nie dość, że okazać należy paszporty, to jeszcze na samej bramce skanowane są odciski palców.

Świat Simpsonów

Świat Simpsonów

Klasyczna wycieczka, podczas której siedzimy cały czas w wagonikach kolejki, pozwala zobaczyć miejsca kręcenia scen do filmów takich jak „Szczęki”, „Psychoza” czy „Powrót do przyszłości”.

Courthouse Square, znany z wielu filmów, m.in. "Powrotu do przyszłości"

Courthouse Square, znany z wielu filmów, m.in. „Powrotu do przyszłości”

Znany z tego samego filmu samochód - DeLorean

Znany z tego samego filmu samochód – DeLorean

Możemy zobaczyć również pokaz efektów pirotechnicznych

Możemy zobaczyć również pokaz efektów pirotechnicznych

Do studia przytulone jest centrum handlowo-rozrywkowe Universal CityWalk. Korzystając z okazji spędzić można tu wieczór w klubie komediowym Jona Lovitza, wybierając się choćby na nagranie podcastu Kevina Smitha, reżysera znanego z filmów takich jak „Sprzedawcy” czy „Dogma”.

Kevin Smith i Ralph Garman podczas nagrania podcastu "Hollywood-Babble-On"

Kevin Smith i Ralph Garman podczas nagrania podcastu „Hollywood-Babble-On”

City Loft, część Universal CityWalk

City Loft, część Universal CityWalk

Universal City opuszczamy już po zmierzchu. Nie ma lepszej pory, by wybrać się na przejażdżkę krętą i wąską drogą, wijącą się pośród wzgórz Hollywood. Mowa o rozsławionej tytułem filmu Davida Lyncha Mulholland Drive.

Mulholland Drive

Mulholland Drive

Jeżeli nie boimy się rozboju, późnym wieczorem przejść możemy się aleją gwiazd – aż do skrzyżowania bulwaru Hollywood z Highland Avenue. W tym miejscu znajduje się słynny Chinese Theatre. Obok niego natomiast – Dolby Theatre, w którym co roku, w końcu lutego, wręczane są Oscary.

Chinese Theatre

Chinese Theatre

Dzień drugi: nieobecne centrum

Śniadanie to podobno najważniejszy posiłek. Aby nie tracić czasu, warto połączyć przyjemne z pożytecznym i zjeść coś w miejscu będącym jednocześnie pomnikiem popkultury.

Pink's

Pink’s

 W języku polskim nie istnieje chyba (jeszcze) wyraz „hotdogarnia”, a przecież jego desygnat jest jak najbardziej realny. Nawet jeśli nazywa się Pink’s i mieści w stolicy nierealności – w Hollywood, na rogu La Brea i Melrose Avenue.

Słynni bywalcy Pink's

Słynni bywalcy Pink’s

Jest to miejsce zupełnie niepozorne, a przecież jadają w nim gwiazdy ekranu i estrady. Wszystkie ściany wypełnione są ich fotografiami z dedykacjami, które są nierzadko odą do znakomitych w smaku hotdogów. Te, które my zjedliśmy, były wyjątkowo ohydne.

Hot-dogi z Pink's

Hot-dogi z Pink’s

Posileni (mimo wszystko) możemy ruszyć dalej. Docieramy do historycznego dystryktu El Pueblo de Los Angeles, czyli po prostu na stare miasto lub, jak kto woli, starówkę. Po krótkim spacerze po okolicy i odwiedzeniu zbudowanego w stylu Art Deco dworca kolejowego Union Station, udajemy się do ścisłego centrum.

Union Station

Union Station

Pierwszym punktem na drodze jest budynek ratusza. Mało kto wie, że na 27 piętrze tego budynku mieści się taras widokowy.

Ratusz miejski

Ratusz miejski

Panorama śródmieścia z tarasu widokowego

Panorama śródmieścia z tarasu widokowego

W centrum znajdziemy i inne, warte uwagi miejsca. Jednym z nich jest znany z wielu filmów Bradbury Building.

Bradbury Building

Bradbury Building

Najwięcej czasu spędzamy w księgarni „Last Bookstore”. Nazwa jest ironiczna, ale to bardzo smutna ironia, bo chyba rzeczywiście to jedna z ostatnich księgarni w Los Angeles.

Księgarnia "The Last Bookstore"

Księgarnia „The Last Bookstore”

Na parterze mieszczą się regały tematyczne z książkami nowymi i używanymi w bardzo przystępnych cenach. Ale bardziej szokująca jest wizyta na piętrze: regały z dziesiątkami tysięcy książek tworzą prawdziwy labirynt.

Tu kręcono sceny z udziałem Ala Pacino i Roberta De Niro

Tu kręcono sceny z udziałem Ala Pacino i Roberta De Niro

Dźwigając torby z zakupionymi książkami podejmujemy naszą popkulturową wycieczkę i docieramy do skrzyżowania ulic Flower i Piątej, czyli miejsca, gdzie kręcono scenę strzelaniny w filmie „Gorączka”.

Długo można by krążyć ulicami Los Angeles w poszukiwaniu znanych z ekranu lokalizacji. Przychodzi jednak chwila, gdy trzeba skończyć naszą wędrówkę. Kiedy zaczyna się ściemniać, ulice śródmieścia przestają się wydawać miejscem szczególnie bezpiecznym.

Dzień trzeci: polityka, sztuka i plaża  

Trzeci dzień rozpoczynamy od ucieczki z miasta. Jedziemy na północny zachód do Simi Valley. Znajduje się tam biblioteka i muzeum prezydenta Ronalda Reagana.

Muzeum prezydenckie Ronalda Reagana

Muzeum prezydenckie Ronalda Reagana

We wnętrzu – mnóstwo interesujących eksponatów. Między innymi oryginalny, a zatem i pełnowymiarowy samolot prezydencki Air Force One.

Air Force One

Air Force One

Ekspozycja obejmuje całą drogę życiową Ronalda Reagana – od narodzin, poprzez karierę aktorską i wybór na gubernatora Kalifornii, po dwie kadencje na fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Nie brak polskich akcentów

Nie brak polskich akcentów

Z muzeum prezydenckiego ruszamy na południe, ku oceanowi. Jadąc przez Malibu docieramy do Pacific Palisades, gdzie mieści się kolejna atrakcja – willa J. Paula Getty’ego.

Willa Getty'ego

Willa Getty’ego

 Ekscentryczny miliarder, który dorobił się majątku na ropie naftowej, zapragnął na wzgórzu nad brzegiem Oceanu Spokojnego wybudować sobie klasyczną, rzymską rezydencję. Dla odwiedzających to miejsce Europejczyków wygląda to nieco kuriozalnie, jednak Amerykanie są zachwyceni.

Willa Getty'ego

Willa Getty’ego

Sam Getty zmał, nigdy nie zobaczywszy swojego domu marzeń, otwartego dla zwiedzających w połowie lat 70. XX w.

Po takim natężeniu sztuczności należy się wypoczynek. Najlepiej na jednej plaż. Tych na szczęście nie brakuje. Po kilkunastu minutach znaleźć możemy się na Venice Beach.

Venice Beach

Venice Beach

W pobliżu plaży mieści się osiedle domów położonych nad malowniczymi kanałami - stąd nazwa dzielnicy

W pobliżu plaży mieści się osiedle domów położonych nad malowniczymi kanałami – stąd nazwa dzielnicy

Promenada ciągnąca się wzdłuż plaży

Promenada ciągnąca się wzdłuż plaży

Zachód słońca nad Oceanem Spokojnym

Podsumowanie, czyli liczymy (i tniemy) koszty…  

Jedno jest pewne: wycieczka za ocean nie jest tania. Koszt biletu lotniczego, o ile nie uda nam się trafić na promocję, to zwykle 2-2,5 tys. złotych. Do tego dochodzi wypożyczenie samochodu. Mało opłacalny jest wynajem na kilka dni. Dlatego jeśli wyprawiamy się już tak daleko, najlepiej zaplanować pobyt przynajmniej dwutygodniowy. Koszt wynajmu średniej wielkości samochodu na taki okres to 500-600 dolarów. Pocieszenie niech stanowi fakt, że cena paliwa jest w Ameryce (a nawet w Kalifornii*) znacznie niższa niż w Polsce – płacimy średnio 4 dolary za galon (ok. 3,8 litra). Nocleg w Los Angeles dla jednej osoby to przynajmniej 50 dolarów.

W jaki sposób ograniczyć te – jak widać, niemałe – koszty? Przede wszystkim – podróżować w gronie przynajmniej czterech osób. Dzieląc między siebie koszt wynajmu i eksploatacji samochodu, a także nocując w czteroosobowych pokojach w hotelach możemy pomniejszyć indywidualne obciążenie każdego z uczestników.

Podróż lotnicza z Polski do USA trwa 11-12, a nierzadko nawet 18 godzin. Najczęściej czeka nas jedna przesiadka na jednym z międzynarodowych portów lotniczych. Tak długi czas przelotu to także argument za tym, by wyprawę planować na co najmniej kilkanaście dni.

Tak było w przypadku podróży, z której wyimek opisany został powyżej. Poza Los Angeles trasa obejmowała m.in. Dolinę Śmierci, Las Vegas, Wielki Kanion i Dolinę Pomników. Zainteresowanych szczegółowymi informacjami o podróży w te właśnie miejsca – zachęcam do kontaktu mailowego lub zadawania pytań w komentarzach.

Szczególnie gorąco zachęcam do kontaktu tych, którzy chcieliby dołączyć do planowanej na przyszły rok wyprawy trasą Route 66.

Autor: Filip Biały

* Tak, wiem, że Kalifornia jest w Ameryce, ku rozpaczy wielu amerykańskich konserwatystów.

OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus
  • smoku

    Być w L.A. i nie odwiedzić Staples Center… grzech!

    • Filip Biały

      Spójrzmy na to w inny sposób: zawsze jest argument, żeby tam wrócić :)

  • Łukasz

    Super foty!

    • Filip Biały

      Dzięki!