Wycieczka do wioski Amiszów w USA

Coś, co dla jednych jest normalnością i codziennością dla innych na zawsze pozostanie egzotyką i czymś zupełnie niespotykanym. Jakiś czas temu wraz z koleżanką postanowiłyśmy spędzić słoneczną niedzielę w towarzystwie Amiszów. Wyruszyłyśmy więc do Lancaster, małej miejscowości w stanie Pennsylvania. Przyznam, że nie miałyśmy szczególnych oczekiwań, co do tej wycieczki, a do Lancaster przygnała nas zwykła ciekawość. Czy coś nas zaskoczyło lub szczególnie zaciekawiło?  Poza reakcją grupy turystów z różnych stron świat, z którymi przyszło nam zwiedzać wioskę Amiszów, chyba niewiele.

Wioska Amiszów

Wioska Amiszów

Nie chcę przez to powiedzieć, że nie warto poznać od środka kultury Amiszów, spróbować ich kuchni czy przetworów, odwiedzić szkoły czy wreszcie porozmawiać z jednym z ich przedstawicieli. Jednak dla prostej dziewczyny z małej miejscowości w południowo-wschodniej części Polski i jej koleżanki z chorwackiej wsi nie było w tej wycieczce nic, czego, do tej pory by nie widziały. Bo chyba większość z Was wie, jak wygląda i jak używać trzepaczki do dywanów i ręcznej maszynki do mielenia mięsa…

 Nie przedłużając tej gadaniny, zapraszam Was do obejrzenia kilku zdjęć.

amisz1

Tu można kupić bilet i rozpocząć zwiedzanie pokazowej wioski Amiszów.

Szkoda tylko, że nie można zobaczyć ich prawdziwych domów, wypełnionych domownikami i zapachem pieczonego chleba. Ale przecież to tylko ludzie, którzy mają po dziurki w nosie turystów, a na propozycję wspólnego zdjęcia mogą zareagować bardzo różnie.

Wraz z biletem, którego koszt to ok. 15dolarów mamy prawo wejść do domu Amiszów, który odwzorowany jest na rzeczywisty wystrój ich wnętrz.

Ładnie, prawda? Jak dla mnie to nic innego jak sypialnia mojej babci, która o Amiszach wie tyle ile o tabletach i telefonach komórkowych, czyli niewiele.

Ładnie, prawda? Jak dla mnie to nic innego jak sypialnia mojej babci, która o Amiszach wie tyle, ile o tabletach i telefonach komórkowych, czyli niewiele.

Tutaj pani przewodnik opowiadała o tym, jak to Amiszowie sami szyją swoje ubrania. Niektórzy turyści zatrzymywali się na dłuższą chwilę, zadając sobie pytanie: „ale jak to?”. Ja co prawda nie jestem wirtuozem szycia na maszynie, ale do dziś doceniam próby podejmowane przez moją babcię.

Tutaj pani przewodnik opowiadała o tym, jak to Amiszowie sami szyją swoje ubrania. Niektórzy turyści zatrzymywali się na dłuższą chwilę, zadając sobie pytanie: „ale jak to?”. Ja co prawda nie jestem wirtuozem szycia na maszynie, ale do dziś doceniam próby podejmowane przez moją babcię.

Co przykuwa uwagę tego turysty z Azji?

Co przykuwa uwagę tego turysty z Azji?

Kolejnym elementem wycieczki było oglądanie zwierząt, jakie hodują Amiszowie. Poza kurami, końmi, świniami można było zobaczyć pawia. Niektórzy dorośli dowiedzieli się, jak robi krówka i co dają kurki…

Mała krowa...

Mała krowa…

...i paw

…i paw

Można było też wejść do klasy, amiszowej szkoły, kupić pikle albo miód oraz ręcznie zdobioną zastawę kuchenną. Zjeść najlepsze lody na świecie, zrobione ze świeżego mleka. Posłuchać o porodach, podatkach, związkach między kobietą i mężczyzną i wreszcie zastanowić się nad swoim sposobem życia. Czy nie jest milej żyć w zgodzie z naturą i nieco wolniej?

Aneta Ruszczyńska

Aneta Ruszczyńska

Zawsze służy dobrą radą i potrafi rozbawić każdego do łez. Choć jej sercu bliższa jest Europa Wschodnia, a podróżując po Ukrainie czuła się jak w domu, to od 1,5 roku mieszka w USA - obecnie w Nowym Jorku. Korzystając z tego nie marnuje żadnej okazji, by poznawać Stany kawałek po kawałku. Na stronie więc przybliży nam życie za Oceanem i pochwali się tym, co udało jej się do tej pory zwiedzić.
Aneta Ruszczyńska
OBSERWUJ NAS Facebookinstagram
UDOSTĘPNIJ Facebooktwittergoogle_plus